Na stadionie, jeszcze kilka godzin, zrobi się ciemno i wejdą Ironi! A chwilowo relaks na trawce i podziwianie rosnących tłumów.
piątek, sierpnia 22, 2008
Ironi - fot. Andrzej B. & Edward B.
Na stadionie, jeszcze kilka godzin, zrobi się ciemno i wejdą Ironi! A chwilowo relaks na trawce i podziwianie rosnących tłumów.
wtorek, sierpnia 05, 2008
Na Horyzoncie
Na kanapach w Cafe, a za Magda Jakub za którym Kaśka się kryła. Tu podobno była najlepsza kawa w mieście.
środa, lipca 16, 2008
Eria :D

Oni są uroczy. Te małe zgrabne tyłki i ADHD, wszyscy idealnie zakonserwowani. Ach te lata 70-te, czysta szkoła przetrwania: hartuje lub zabija.
Jako męczennica nr 1 w naszej telenoweli prowadzę chwilowo całkowicie uporządkowane życie:
praca, dom i czasem jakieś dodatkowe atrakcje, np. jak teraz 10 dni kina. Od wczoraj chodzę i gadam w najdziwniejszych momentach: Eria Nowe Hioryzonty a dziś udawałam wielbłąda taszcząc do pracy torbę festiwalową z pakietem gadżetów. Trzeba pokazywać jaka jestem grzeczna i opanowana.
środa, lipca 02, 2008
Miłości ... słabości... Za co???
Robin Van Persie ( Holandia, Arsenal Londyn)Najważniejszy... za ADHD!!!! On już biega i podskakuje mimo że mecz się nawet nie zaczął! I kogucika na głowie, hihihi
Halil Altintop (Turcja, Schalke) oraz Hamit Altintop ( Turcja, Bayern Monachium)Za to że jest ich dwóch, chociaż Halila na Euro nie było. Boskie kości policzkowe oraz ogólną zaskakującą miłość do rewelacyjnej reprezentacji Turcji.
David Villa ( Hiszpania, Valencia CF)Za kontrast z Torresem, śmieszne miny, skoczność. Oczka pieska oraz minę gdy musiał zejść w meczu z Rosją mimo że nie wiedział czemu.
Fernando Torres ( Hiszpania, Liverpool FC)Za blond włoski, szerokie bary i ciągle fochy na boisku. Oczywiście także za bramki :)
Hiszpanów musiałam pokochać gdy zabrakło Persiego i Altintopa. Jakoś żadnego Włocha w tej grupie nie ma, nie zasłużyli. Byli tak nie poradni, że właściwie nie było ich szkoda, raczej wywoływali jedynie gniew. Ogólnie nadal to najlepsza drużyna, ale przydało by się ją jednak odmłodzić. Większość zawodników znam od 10 lat. Jak widać po ty turnieju, pora na emeryturę, niestety.
piątek, czerwca 20, 2008
Oni są fantastyczni, wariaci... hihihi Miło, że wreszcie udało się pokonać Francję i to nie tylko w karnych, ale w normalnym czasie gry. Zobaczymy jak będzie dalej, ale wyjście z grupy to pewien sukces, głównie po tym co pokazywali w pierwszych meczach. Niestety po pokonaniu Hiszpanii, znów wpadną na Holandię, więc finał leży prawdopodobnie poza zasięgiem. Jednak trzecie miejsce jest w ich zasięgu, tylko trzeba zrezygnować z giganta Toniego i postawić na del Piero i Cassano.
wtorek, czerwca 17, 2008
Dziś jest Ten Dzień
Prawie 15 a ja nadal w spodenkach (zwanych przez Młodego majtochami) oraz wyciągniętej bokserce. Czemu??? Mam wolne, jest czerwiec, wyszło słońce, więc siedzę w oknie a moje nogi dyndają na parapecie. Sielanka! Poza tym dziś jest Ten Dzień, gramy o wszystko. Azzurri muszą wyjść z grupy, koniecznie. Choć po pierwszym meczu jak w drodze do domu się poryczałam, do ich gry podchodzę z lekkim dystansem. Zresztą Holandia jest rewelacyjna.
niedziela, czerwca 01, 2008
telenowela
Kiedyś, całe chyba wieki temu wróciłam z Puszczy. Wyjeżdżając miałam wszystko poukładane i rozplanowane jak nigdy. A teraz po prawie miesiącu widać, że nie było sensu niczego planować, bo i tak każda myśl przegrała z rzeczywistością. Na dodatek ponownie miałam zbyt wygórowane mniemanie o niektórych, a przecież podświadomie wiedziałam że to tylko moja wyobraźnia.
Pewnym plusem jest to że ludzie miewają większe problemy. Nie da się ukryć że jest to budujące.
To że chwilowo jestem ta zła, też właściwie nie dziwi, chyba trochę mi się należy. Jednak nie mam zamiaru z niczego się tłumaczyć, ani prosić o wybaczenie. Upór ponownie wygrywa z uprzedzeniem. Życie w telenoweli rządzi się swoimi prawami. Aguś wręcz twierdzi, że moje domowe rewelacje są ciekawsze niż "M jak miłość"!
Ostatnio mam skłonność do popadania w samouwielbienie, szczególnie po pobycie w Katowicach. Dobrze na mnie wpłynęło to szkolenie, zwłaszcza czołówki dla hydraulika. W przeciwieństwie do Wrocławia, w tym dziwnym mieście, zwanym Katowice, nikt nie pije browarów w parku! Przyznam że musiałyśmy wyglądać ciekawie: pięć wystrojonych, w obcasach lasek z browarami, a w koło matki z dziećmi, ludzie z psami. Ale jakoś trzeba było spędzić ten czas do odjazdu pociągu. A ja dodatkowo potrzebowałam odreagować w innym środowisku.
poniedziałek, kwietnia 28, 2008
Teraz też, poprosiłam mamę, by zrobiła pranie, bo ciuchy śmierdzą ogniskiem i psem. To ona pierze je ręcznie zamiast w pralce, a ja mam wyrzuty sumienia, że ją wykorzystuję. Generalnie wyrzuty sumienia muszę wiecznie zagłuszać lub wypierać się ich istnienia. Tylko puszcza nadal taka sama, niewinna i dzika. A ja? Niewinności zero, dzikość natomiast w nadmiarze.
środa, kwietnia 23, 2008
Step By Step
Wielki powrót uwielbienia, ta fascynacja ośmiolatki wiele wyjaśnia. Miłość do lat 80-tych, nawet Szaruka (teraz jest jasne czemu kolczyki w uszach tak nie rażą). Jordan... w ogrodniczkach, ach! Chłopaki jednak tańczyć potrafią i kompletnie nie przypominają późniejszych boysbandów. Nie wiem gdzie się podziały wszystkie moje kasety, teraz byłyby sporo warte. Za to doskonale przypominam sobie serial animowany, który namiętnie oglądałam w telewizji. Ach sielankowe dzieciństwo: folwark, puszcza i New Kids On The Block!
środa, kwietnia 16, 2008
Ubarwiona prawda

Straciłam apetyt... niby jestem głodna, ale jak przychodzi do jedzenia to już mi się nie chce. Komar ma to samo, co jest nieco budujące. Obecnie nakręcamy się nawzajem na regularne jedzenie, a dodatkowo Hala wmusza we mnie zupy i inne specyfiki. Trzeba będzie w Puszczy być dzielną i iść na badania do mamy, a właściwie to pobieranie przyjdzie do mnie.
Ogólnie jestem jakaś zawieszona, sama nie wiem czego chcę. Przydałby się ktoś, kto dokonywałby za mnie wyborów, a ja jedynie ślizgałabym się na granicy świadomości i jak coś miała pretensje o złe decyzje. Tylko w pracy jeszcze nad sobą panuję. Może muszę pokrzyczeć to będzie lepiej? Zawsze to pomagało! Lub wybiorę się wreszcie po kozę... hihihi... zielona koza poprawiająca nastrój!
sobota, kwietnia 05, 2008
Platoniczny kubek kawy
czwartek, marca 06, 2008
... Daniel: genialny!!!
I love Him... I love Him... Kocham ten jego spuchnięty, krzywy nos, kanciastą buźkę i siwe oczka. Generalnie on cały jest jakiś taki kanciasty, co mnie szczególnie kręci. Nawet w powieściach fantasy zazwyczaj fascynujący są ci których "twarz jest wyrzeźbiona jakby z kamienia, którego twardość łagodzi niekiedy jedynie uśmiech". Moja miłość do Day-Lewisa kojarzy się z sinusoidą, ma wyraźne maksima i minima funkcji. Gdy po wielu miesiącach jałowych (bez jakichkolwiek wspomnień fascynacji) wreszcie pojawia się nowe dzieło zaczyna się szaleństwo... sny po nocach, ochy i achy, ponowne ogladanie wszystkich dostępnych filmów ( "W imię ojca" zawsze!!! bo "Nieznosnej lekkości bytu" nie posiadam), generalnie pełna wariacja. A potem nastepuje spadek, aż do kompletnego zapomnienia. I znów jakaś reklamówka nowego filmu lub jakieś info rozpoczyna wariację od początku.
Obejrzałam "To nie jest kraj dla starych ludzi" i jestem zdegustowana. Oprócz genialnego Javiera nic mi się nie podobało, może dlatego że całego filmu nie zrozumiałam. "Aż poleje się krew" był przejrzysty i w pełni zrozumiały, natomiast ten chaotyczny i nie równy. Tommy Lee Jones to pierwszy szeryf Hollywood którego wątek mógł byc spokojnie pominięty, bo dodatkowo wprowadzał zamęt. Dobrze że miałam pod ręką drinka oraz Halszkę obok której komentarze przynajmniej troszeczkę rozwiewały nudę.
Udało się wreszcie dokonać przeprowadzki, więc nie mam netu. Tego posta piszę chyba już od połowy lutego, tak partiami jak mam trochę luzu w pracy. Mieszkanko jest fajne, jedynie wchodzenie na 4 pietro jest nadal uciążliwe. Wreszcie osiągnęłyśmy sukces w kwestii ustawienia łóżek oraz biurka, prawdopodobnie po raz ostatni w najbliższym czasie wybieramy się do Ikei. Magdy to będzie chyba już 4 weekend na Bielanach! Mam krótkie włoski, grzywka w niektórych miejscach przypomina jeżyka a i ciągle głaszczę się po meszku na karku, taki nowy tik!
wtorek, lutego 26, 2008
... Viggo: ok...

W związku z dziwną sytuacją panującą w moim otoczeniu ( jakieś nie do końca jasne posądzenia o molestowanie; zaznaczmy że rzekomym gwałcicielem jest kobieta mniejsza co najmniej 2x od swych ofiar) postanowiłam wreszcie przysiąść i zobaczyć dzieło edukacyjne pod każdym względem, otrzymane w prezencie urodzinowym od zawsze chętnej by rozwijać moją wiedzę Kasieńki. Dzieło jak dzieło, mnie szczególnie powaliło montażem, zbliżeniami oraz ciekawymi najazdami kamery. Kamiński mógłby się wiele nauczyć od autora zdjęć "Księgi objawienia".
A wracając do molestowania... cała sytuacja wydaje się obecnie tak absurdalna, że wraz z "gwałcicielką" prawie płaczemy ze śmiechu gdy o tym wspominamy. Nie po raz pierwszy rzekomi macho okazali się cnotkami, na dodatek całkowicie bezbronnymi.
Poza podziwianiem Tonego Long w wymienionym wyżej filmie, miałam okazję zobaczyć po raz kolejnym tyłek i nie tylko Vigga. Viggo całkiem pozytywnie, chociaż po nim zawsze można się czegoś dobrego spodziewać nie zależnie kogo gra. Dlatego niczym właściwie nie może raczej zaskoczyć, w każdej roli spełnia się dobrze, ale bez rewelacji i wzruszeń. Oczywiście pomijając Aragorna, ale "Władca" stoi u mnie poza kategoriami.
wtorek, lutego 19, 2008
Harry: nudny...
wtorek, lutego 05, 2008
...

Jestem w połowie maratonu... 8 dni pracy, bez chwili odpoczynku... im to trwa dłużej tym jestem bardziej nakręcona. W sobotę nawet były bausy, a po niecałych 5 godzinach snu rześka ruszyłam na dalszy podbój Magnolii.
To taki wpis właściwie bez sensu, aby tylko dodać zdjęcia Strummera i Jonesa. Jeden jest już martwy, a drugi łysy i tłusty... nie chce się starzeć, a przynajmniej być łysa i tłusta, posiadanie zmarszczek i siwych włosów jakoś tak nie przeraża jak fałdy na ciele.
poniedziałek, stycznia 28, 2008
sobota, stycznia 12, 2008
Jelonki
Wrocławska wiosna-zima. Trampki, okulary przeciwsłoneczne oraz kurtka z polarem idealne na tą specyficzną porę roku, dostępną jedynie w tym rejonie.
piątek, stycznia 04, 2008
Święta, święta... dobrze że już po świętach
Cudowny pociąg z Kudowy do Wawy spóźnił się 2 godziny, tak przez godzinę stał sobie we Wro, więc moja przesiadka nie doszła do skutku. Panią w informacji na dworcu Zachodnim uchroniła przed moją wściekłością jedynie szyba. Jak to jest możliwe, że ona nie może podać informacji o pociągach intercity, tylko trzeba iść do innego okienka??? A następny pociąg jadący na wschód odjedzie za 7 godzin, bo wcześniejszy ma pełną rezerwację miejsc??? To że byłam około 14:00 24.12 w domu to zasługa lini intercity i wujka który z dziadkiem przyjechał po mnie do Białegostoku. Grunt to w Wigilię obserwować w poczekalni na dworcu żuli rozpijających butelkę "czegoś", a następnie spędzić kilka pełnych wrażeń chwil na PKP w Białym.
Wigilia jak wigilia, tylko brak Mateusza powodował lekko złowieszczą i dołującą atmosferę. Dziadek zrezygnował z raczenia nas wszelkiego pochodzenia i składu nalewkami. Pieśni o emerycie seksualnie kopniętym też nie było. Smutność. Spacer do lasu lub nad jezioro, został wymieniony na spacer do szpitala. A imprez nocnych też szczególnych nie było. Podobno w niedzielę było apogeum, u mnie chyba także ale trochę w innym sensie. O dziwo ci którzy powinni być mili, nie byli, za to osoby nie darzące mnie szczególnymi względami okazali się wyjątkowo sympatyczni. To chyba taki wpływ świąt.
Od ponad tygodnia ponownie w Breslau... sylwester był i już nie ma. Z wyjątkowo ciekawych momentów pamiętam tworzenie mego złoto-błękitnego miecza, Janusza-Tygryska oraz wejście w fleszu obiektywów. Potem była wódka i usypiający powrót do domu. Tak jakoś szybko wszytko się działo, może dlatego że do 15 byłam w pracy to nie odczułam tego dnia specjalnie. Po prostu kolejna, szalona impreza przebierana.
Obecnie trwa czas szalonych przecen, więc czasem mój kontakt z rzeczywistością ulega przerwaniu. Na szczęście mam jeszcze na tyle siły i czasu by odreagowywać w kinie lub z książką.
czwartek, grudnia 20, 2007
Klątwa
wtorek, grudnia 18, 2007
Om Shanti Om

Obejrzałam... piosenkę "Dewangi dewangi" sama już nie wiem ile razy. Drugi film Farah Khan to wielka pochwała Shahrukh Khana. Oni siebie uwielbiają!!! Poza tym śliczne kolory i ludzie, dużo... bardzo dużo tańca i muzyki. Szaruk wymiata, niewielu 42-latków rusza się tak jak on. Zresztą w każdym następnym wcieleniu uwielbiam go coraz bardziej, nawet w tak głupkowatym jak obecne. Bo nie ma co ukrywać, że film jest durnowaty, podobnie jak "Jestem przy Tobie", ale takie kino też jest potrzebne. Poza tym zdecydowanie lepsze niż amerykańskie komedie romantyczne lub filmy dla nastolatków. W bolly kocham nieprzewidywalność, dla nich wszystko jest możliwe i nikogo nie dziwi, że bohater walczy z pluszowym tygrysem - wszyscy wierzą, że to prawdziwa bestia.
Farah ma niesamowitą zdolność do naśmiewania się z innych produkcji, nie tylko hinduskich, ale także zagranicznych. Niestety moja wiedza jest zbyt mała by wyłapać wszelkie aluzje, którymi naszpikowany jest film. Ale rozdanie nagród filmowych będzie zrozumiane nawet dla laika:
"Rahul... musiałaś już słyszeć to imię..." i plakat szwajcarskich gór w tle - coś wspaniałego!

To zdjęcia z promocji filmu (jejku jej jaki on jest cudowny!!!) :
Nawet beznadziejne zestawienie ubrań na nim wygląda idealnie i ciekawie.
poniedziałek, grudnia 10, 2007
Bartosz, lat 21
środa, listopada 28, 2007
Camerimage w skrócie, bo chora jestem i nie mam weny
wtorek, listopada 20, 2007
Smoczy prorok

Miałam proroczy sen, stąd ten post (powinnam się myć i spać, skoro jutro 12,5 godz. pracy, ale muszę się tym podzielić ze światem!!!). We śnie wybierałam się do pracy, nie zdążyłam kupić biletu, bo tramwaj mi uciekał. A tu niespodzianka, na najkrótszym odcinku między przystankami (czyli most pokoju) KANAR! Udało się wysiąść przy urzędzie i nie płacić kary, ale do pracy już nie miałam zdążyć. Budzę się rano, z lekkim opóźnieniem oczywiście, wychodząc do pracy postanowiłam kupić bilet, a tak na wszelki wypadek. Wsiadam do 10, kasuję bilet, a po chwili staje przede mną pani i mówi: "bileciki do kontroli", mało nie padłam ze śmiechu. Sprawdziła tylko z 5 osób, bo już byliśmy na kolejnym przystanku. A ja całą drogę nie mogłam dojść do siebie. Szkoda, że jeszcze mego "księcia z bajki" nie wyprorokowałam!
poniedziałek, listopada 19, 2007
Książę z bajki

Moje wymarzone buty Chanel, nie do zdobycia, nie znalazłam ich nawet na ebay'u. Nadal mogę o nich marzyć. Nie są to białe kozaczki, więc nie istnieje ryzyko, że zostałabym za ich posiadanie zlinczowana!
We śnie przyszedł do mnie "książę z bajki" i zabrał z szarej, dorosłej rzeczywistości. Nie przenieśliśmy się do fantazji, ale i tak było cudownie! Zachowywałam się jak typowa bohaterka powieści fantasy, łącznie z atakiem rumieńców w odpowiednich momentach. Uwielbiam sny z ludźmi, których nigdy nie spotkałam; miejscami, których nigdy nie widziałam; czasem określonym jedynie przez dzień i noc. Są one najbardziej warte zapamiętania, często po jakiś czasie przestaję rozróżniać czy działy się na jawie czy też nie. A "księcia z bajki" z niekłamaną przyjemnością spotkałabym już dziś.
wtorek, listopada 13, 2007
Panna Smok i mroczni "dżentelmeni"
Poza tym nienawidzę jak "dżentelmeni z chorwackiej" przyłażą pijani lub wręcz nieprzytomni i trzeba się nimi zajmować. Czy ja pracuję na wytrzeźwiałce lub w opiece społecznej??? Mój pierwszy od dawna całkowicie wolny weekend musiałam spędzić z najebanymi alkoholikami, czyli z najgorszym gatunkiem ludzi. I co z tego, że mi na nich zależy, kurwa, skoro miałam ochotę udusić najpierw jednego, a potem drugiego. Nawet wyrzucić się ich nie dało, ale nie będę wdawać się w szczegóły. A najgorsze jest to, że chyba wcale nie jest im głupio i ciągle mają jakąś wymówkę do kolejnej najebki. Obrzydliwe!!! Ale jak ja któregoś potrzebuję to nigdy na tą pomoc nie mogę liczyć!
Zmieniając temat, bo nie ma sensu psuć sobie przez nich kolejnego dnia, wczoraj poznałam "ojca założyciela firmy Solar". Niebagatelny zaszczyt mnie kopną! Co prawda wielki pan B. spóźnił się, ale był tak uprzejmy i sympatyczny, że można mu wybaczyć. Od piątku próbuję wymyślić strój wieczorowy na Camerimage, ale jakoś ciężko mi idzie. Liczę, że natchnienie nadejdzie jutro przy wyciąganiu nowej dostawy!
środa, listopada 07, 2007
Kolejna psychoza

Mam lekką psychozę na punkcie męskich butów. Nie zaliczam tego do licznych dolegliwości na które cierpię, gdyż jest to fascynacja która uaktywnia się jedynie czasami. Ostatnio dzięki Aniołom w Ameryce, buty Louisa Ironsona śnią się po nocach i na jawie. Za to powyżej jedyne, niepowtarzalne zdjęcie na którym widać, że garderoba Briana jest dopracowana w każdym szczególe ( jakie ma zgrabne kostki!) oraz oczywiście wspaniałe czerwone trampki Justina.

sobota, listopada 03, 2007
Dworzec Wrocław Główny, poranek październikowy

W dniu otwarcia, nieotwarcia Magnolii miałam wolne, podobnie jak Szymon. Niestety nie dane nam było się wyspać, gdyż musieliśmy zniknąć z domu o 8:30. Pięknie się złożyło, bo mogliśmy odstawić Zaleskiego (trochę czasu minęło od jego wyjazdu i chyba mogę już używać tego nazwiska) na pociąg. W drodze na i z dworca jadłam mufinki z napisem magnolia, zmusiłam opornego ciaracha by przymierzył trzy pary spodni i zrobiłam małe zakupy w H&M. Całkiem nieźle, głównie jak pomyśle, że normalnie jeszcze bym spała.
wtorek, października 23, 2007
spis

- Magnolia nie otworzyła się, impreza dla vipów odbyła się ale bez naszego - sklepowych vipów - udziału ( prowadził ją gwiazda tv Tomasz Kammell)
- nabawiłam się klaustrofobii od spędzenia ok. 13 godz. w magazynie, który jak był jeszcze pusty wydawał się taki duży
- okazało się że przejawiam skłonność do urojeń oraz czepiam się niewinnych (czytaj opierdalających się i robiących syf) chłopców. A powinnam była robić dla nich obiad jak wracam po 12 godz z pracy. Jak ktoś jeszcze nie wiedział to tytułowy "wredny smok" to ja.
- mam braki w lekturze, droga do pracy jest zbyt wyboista by skupić się na poważnej lekturze (być może nadszedł czas by się przestawić na kryminały za 2 zł lub romanse)
- już ponad tydzień minął od pobytu w Warszafce. Było wypoczynkowo, dawno tak nie leniuchowałam, co niezwykle dobrze mi zrobiło.
- wsiadanie do nocnego autobusu po 12 godzinach pracy, by nad ranem być w wawie, to nie był najmądrzejszy pomysł. Co prawda całą sobotę trzymałam się dzielnie, ale przyśnięcie na imprezie świadczy o mojej kondycji.
- ostatni zryw babiego lata spędziłam w ogrodzie botanicznym, jedząc krokieta z barszczem, siedząc nad wodospadem, słuchając wykładu o wannie pewnej kobiety i podziwiając Kubicę w jego bolidzie z dymi
- od czasu zobaczenia "Aniołów w Ameryce" przeżywam chorą fascynację butami Jacka Poniedziałka
- w niedzielę nauczyłam się jak pięknym słowem może być "żureeek", a to wszystko dzięki Richardowi Bonie
- za to wczoraj odkryłam, że Jodie Foster praktycznie nie zmienia się, kobieta genialnie się konserwuje, a gdy ma okazję to także tak gra




