poniedziałek, lipca 30, 2007

Lipcowe dni i noce

Już po. Skończyło się święto niekomercyjnego kina. Helios nadrabia czas, w grafiku króluje Harry Potter. Mediateka dokonuje niezbędnych napraw, by od września znów podbijać Wrocław. Jedynie na ulicach powiewają jeszcze niebiesko-różowe flagi i Capitol dochodzi do siebie. Nie widać ludzi z karnetami, ale ostatnich uczestników można poznać po charakterystycznych torbach i koszulkach, przekrwionych oczach o nieobecnym spojrzeniu. Powracamy do rzeczywistości, światła, deszczu, wiatru, o których zapomnieliśmy spedzając 10 dni w świecie dużego ekranu i klimatyzacji. Mamy jakby więcej czasu, nie podlegamy kolorowemu grafikowi, w którym z wielkim trudem znajdowało się miejsce na jedzenie i spanie. Zniknął stres czy dostaniemy się na seans, czy wychodząc z sali uda się wejść na inną, czy ponownie czyjaś wielka głowa będzie zasłaniała napisy. Czas wrócić do codzienności i jedynie w gronie sobie podobnych, od czasu do czasu wspominać te dzieła i antydzieła, które najbardziej poruszyły oraz czekać na 17 lipca 2008.

Pochylone nad grafikiem.
Nie będę kryć że odchorowałam tegoroczną imprezę. By móc spać w nocy, zakupiłyśmy sprzęt, który miał wybijać komary męczące dźwiękiem (mnie) i gryzące ( Kasiek). Robactwo wymierało w szybkim tempie, natomiast ja proporcjonalnie wolniej. Dopiero o 6 dniach trucia się doszliśmy czemu tak źle się czuję. Na szczęście pogoda się popsuła, więc komary i tak wyginęły, a ja rozpoczęłam kurację odnowy. Obecnie prawie wróciłam do normy, poza zmniejszoną masą ciała.

Kasiek w kolejce na Hala, "Prostych facetów", będąc ponad godzinę przed seansem stało przed nami jakieś 50 osób. Seans zaczynał się o 15:45, a ja na sali byłam o 15:03. One zbojkotowały szał kolejkowy, ja dzięki biletom byłam jeszcze na "Amatorze" i "Nie ma takiej rzeczy". Jak wychodziło się z jednego filmu to od razu trzeba było wracać do kolejki, która już zakręcała na schodach.



Ostatniego dnia miałam dzień filmów muzycznych, "Control" oraz "Joe Strummer, niepisana przyszłość". Ian Curtis mógłby nigdy się nie narodzić, a i tak film "Control" mógł powstać. Podobał mi się, ale mniej niż Strummer, może dlatego że był na podstawie biografii żony Curtisa, która obiektywna na pewno nie jest i to było niestety widać. Poza tym denerwująca była dosłowność zakończenia. Drugi film to biografia zrobiona w formie teledysku, miłym zaskoczeniem były tłumaczenia piosenek, bo oni tak chamcholą, że właściwie nic się nie rozumie. Obeszło się bez wzruszeń, bo jak tu przeżywać ogładając świetnie zrobiony 120 min teledysk.


"Jestem cyborgiem...", cudowny film w ramach nocnego szaleństwa, jeden z ciekawszych jakie widziałam na festiwalu.

czwartek, lipca 26, 2007

???


Czemu ja to ja??? Czemu akurat muszę być w tym czasie, tej przestrzeni i rzeczywistości???
Czemu nie można zmieniać światów, przenosić się za pomocą myśli, słowa, gestu???
Czemu żyję na planecie z jednym księżycem i słońcem???
Czemu jednorożce i smoki zostały wybite lub nigdy nie istniały???
Czemu chrześcijaństwo i rzymianie musieli podbić świat???
Czemu muszę dorosnąć i stać się odpowiedzialną???
Czemu puszcza jest tak daleko???

środa, lipca 25, 2007

ENH


Hal Hartley i jego filmy to furora na tegorocznym festiwalu, aby się dostać na salę w kolejce należy się ustawić najlepiej dwie godziny przed seansem. Moim zdaniem warto, choć nie koniecznie na wszystkie filmy, gdyż większość można ściagnąć. Ale nie ma co ukrywać, że lepiej się ogląda na dużym ekranie, a potem jeszcze uczestniczy w rozmowie z uroczym Amerykaninem. Osobiście mam karnet +10, więc jestem w lepszej sytuacji, wystarczy jak przychodzę 45 min przed filmem. Na razie obejrzałam 4 najstarsze jego dzieła, zdecydowanie dwa najwcześniejsze podobały mi się najbardziej, między innymi dzięki niesamowitej Adrienne Shelly oraz klimatowi amerykańskiego przedmieścia, robotniczym kombinezonom, schyłkowi lat 80-tych i nieporadności, zagubionych bohaterów. W filmach Hartleya cudowne jest że zapamietujesz nawet postacie które pojawiają sie na ekaranie jedynie na chwilę. W piątek wybieram się na jeszcze jeden zrobiony w Islandii w 2001 roku, czyli całkiem nowy. Sam Hal mówi że to film średniowieczny, o potworze, ktory nie może dogadać się z miejscowymi (sam używa angielskiego, a oni islandzkiego!).


"Omkara" bolly wersja "Otella". Wreszcie, dzięki wspaniałemu panowi Gutkowi oraz J. Duszyńskiemu udało się zobaczyc to dzieło, które zebrało wszystkie możliwe hinduskie nagrody. To jedyny film z Mumbaju w tegorocznym festiwalu, ale wybór odpowiedni. Zresztą kino Atom na sierpień przygotowało kolejne filmy, a za dużo bolly to też nie zdrowo. "Omkara" to głównie popis Saifa, który jest wręcz obleśny i odrzucający. Do tej pory oglądałam go w rolach słodkich chłopców, więc szok był tym większy, gdy zobaczyłam go z żółtymi zębami i kulawego. Nawet Szaruk nigdy nie gra takiego skurwiela, zawsze jest jakiś pretekst by mu wybaczyć, a Saif jest całkowicie zły i to z głupiej zazdrości. Za to mąż Kajol, którego nie znosiłam okazał się niezłym ciachem, przynajmniej od brody w dół, on ma chyba dłuższe nogi niż Abhishek! Taki tragiczny Otello, nic tu więcej nie trzeba pisać. Oraz Vivek, jedna z nowych gwiazd bolly, wydoroślał i wygląda zdecydowanie ciekawiej. Największych nigdy nie dorówna, ale miło się na niego patrzy. Są oczywiście postacie kobiece, ale całkiem bezbarwne, Bipashe to chyba tylko zatrudnili by zatańczyła w dwóch piosenkach. Zresztą obok "Naach" to są dwie którymi katuje Stosio.

poniedziałek, lipca 16, 2007

Taki weekend


Wczoraj w "Atomie" była pierwsza edycja "Hello Bollywood". Podobno teraz raz w miesiącu będzie taki wieczór. Hura!!! Pierwszy film "Anjaam" był z Szarukiem, który bzikuje z nieodwzjamnionej miłości. Jego wybranka zresztą też, gdy traci wszystko co kiedykolwiek kochała zmienia się w boginię zemsty. Generalnie autorzy filmu całkowicie popierają morderstwa, których dokonuje Shivani. Gdy kobiecie zostanie odebrane całe jej szczęśliwe życie, ma ona prawo zemścić się na swych oprawcach, czyli przede wszystkim na szalonym, niepełnosprawnym Szaruku. Oczywiście najpierw doprowadza go pełnej sprawności, a dopiero potem zabija, niesamowita kobieta! W renezjach filmu pisano, że jest mocniejszy od Baazigara, ale dla mnie Szaruk jako mściciel jest bardziej przerażający niż Madhuri, choć akcja z wygryzieniem żył mnie powaliła.
Drugi film to "Naach", czyli taniec, zresztą główny aktor filmu. Nowatorski, nie podobny do innych produkcji bollywoodzkich, a przez to bardzo ciekawy. Antara Mali jest prawdopodobnie zawodową tancerką, bo robi rzeczy nie osiągalne dla przeciętnego śmiertelnika. Abhi stara się jej dotrzymywać tempa, ale jest właściwie jedynie męskim dodatkiem, oczywiście jedynie w sekwencjach tanecznych. Film warto obejrzeć, szczególnie jak ktoś nie przepada za typowym, kiczowatym bolly.


W sobotę pojechałyśmy obejrzeć mecz Polska-Brazylia. Właściwie do tej pory go przeżywam. W autobusie, podczas powrotu do domu, Magda ciągle przypominała, żebym nie płakała. Udało się jedynie dlatego, że w momencie przegranej Brazylii też byłabym załamana. Nie mogę tylko się pogodzić z tym, że Ci nasi durni Polacy wiedząc, że Brazylia ma drugie miejsce w grupie, tak koniecznie musieli wygrać z USA. Trzeba było darować sobie, odpocząć przed półfinałem, grać z Rosją. A tak połowa naszej drużyny już w drugim secie słaniała się na nogach. Choć trzeba im przyznać, że się starali.
Na zdjeciu:
Giba to mój idol nr1 w siatce! Jest niesamowity!

niedziela, lipca 08, 2007

Jedynym bogiem jest chaos


Przeżywam załamanie nerwowe z powodu... sama przed sobą nie mogę się przyznać co je wywołało. Czarna dziura, czarna rozpacz. Może czegoś mnie to doświadczenie nauczy, zobaczymy, ale chwilowo praktycznie nic nie sprawia mi radości i nie widzę światełka na końcu tunelu, czyli jeszcze do końca się nie zbliżam lub tam nic nie czeka... A tak już było spokojnie. Wróciła huśtawka nastrojów i wszechogarniająca niepewność. Starzy znajomi, za którymi nie tęskniłam i miałam cichą nadzieję, że więcej nie zobaczę, ale oni są wierniejsi niż ja.

czwartek, lipca 05, 2007

Tęsknię za bydlątkiem

Śniło mi się moje najukochańsze bydlątko. Przyprowadzili go jacyś ludzie, a on rzucił się na mnie z radości, aż się wywróciłam. Dawno nie byłam taka szczęśliwa, myślałam że zwariuję. On zresztą też, wydawał się nieco większy niż pamiętałam, ale tak samo cudowny i szalony. A potem się obudziłam i prawie popłakałam, że to nie była prawda. Sądziłam, że już pogodziłam z jego stratą, a tu prosze, znów depresja! I to na dodatek zwielokrotniona minionymi latami. Czemu nie ma mojego pieska??? Niewiele istot kochałam tak jak jego. Co tam Szaruk, a nawet Brian Kinney. Bardzo, bardzo mocno tęsknię za psinką. Smutność!!!

środa, lipca 04, 2007

Saif...

Ostatnio obejrzałam trzy jego filmy. Tak to już jest jak nie mam nic nowego z Szarukiem, to szukam innych wrażeń, więc przyszła pora na Saifa Ali Khana. Magda twierdzi, że jest gejowaty, a to nie prawda, a nawet jeśli to mi nie przeszkadza. Należy do zdecydowanie lepszych aktorów niż posiadający jedną minę Salman Khan, a także super sprawny Hrithik Roshan. Niestety nie mam możliwości obejrzenia "Omkara", gdzie jest podobno genialny jako zły charakter. Ach, czemu zamknięto napisy.org, jak mam teraz oglądać bolly filmy, przecież nie znam chwilowo hindi, a angole z nieznanych przyczyn nigdy nie tłumaczą piosenek!

czwartek, czerwca 28, 2007

Dach nr 2 i polskie zoo

My już na dachu nr 2, Kasiek jeszcze się waha i nadal na niższym poziomie.

Wreszcie byłam większa od reszty, choć przez chwilę, bo potem przyszli Zaleski i Kasiek.
Trochę słońce mnie raziło w ten pochmurny dzień.

Kasiek: "Cudowne zdjęcie, wcale was nie widać" Pewnie mocno się starała by wyszło coś tak genialnego.

Być lemurem choć przez chwilę. Ja mam nawet dziecko lemura, za to Kasiek lepszą gałąź.

Emu, które zupełnie nie jest emo!

Zebry zdecydowanie wyznają najnowsze młodzieżowe trendy. Poza tym dbają o higienę.

Stosio podczas konsultacji z żyrafą, po wspólnej debacie doszły do wniosku, że najlepsza będzie kiecka w żyrafie motywy, zakupiona następnie w nowym pasażu odzieżowym.

Miś niechętnie pozował, ale przecież jestem uparta i zawsze dostaje to co chce, więc się poddał. Grzeczny miś.

wtorek, czerwca 19, 2007

"Dzień, w którym przybyły spodki"

"Owego dnia, dnia spodków i zombi,

Dnia dżinów i Ragnaroku, dnia kiedy zerwały się wiatry

I spadły śniegi, a miasta zamieniły się w kryształ, dnia kiedy

Umarły wszystkie rośliny, a plastik się rozpuścił, dnia kiedy
Komputery zwróciły się przeciw nam, pisząc na ekranach, że
Mamy być posłuszni, dnia kiedy

Pijane, otępiałe anioły chwiejnie opuszczały bary,
I zagraly wszystkie londyńskie dzwony, dnia kiedy

Zwierzęta przemówiły do nas po asyryjsku, dnia yeti,
Trzepoczących peleryn i przybycia wehikułu czasu,

Nie zauważyłaś nic z tego, bo
Siedziałaś w swym pokoju i nic nie robiłaś,
Nawet nie czytałaś, o nie, tylko
Wbijałaś wzrok w telefon,
Zastanawiając się, czy zadzwonię."
RZECZY ULOTNE ( CUDA I ZMYŚLENIA) Neil Gaiman

czwartek, czerwca 14, 2007

amok & chaos


Energia mnie rozpiera, niestety nie w konstruktywnym znaczeniu. Powinnam się uczyć, sesja za tydzień (!!!), a ja czytam, sprzątam, piorę i biegam po zakupy ( właściwie wszystko jednocześnie). Zaczynam coś robić, a po chwili to rzucam i biorę się za coś innego. Kompletny szał! Po nocach też nie śpię, za gorąco, za głośno. Sąsiedzi urządzili wczoraj o 1 w nocy koncert przy gitarze, jedynie ogniska im brakowało. Repertuar mieli wszechstronny, Nie płacz Ewka-Biały Miś-Czerwony jak cegła-Kocham cię jak Irlandię- Jesteś szalona-Whisky, przy okazji tak fałszowali, że aż bolało. Na koniec oczywiście nie mogli sobie darować techno, puszczonego na całe podwórko. Impreza skończyła się, gdy pojawili się chłopaki z sąsiedztwa swoim niebieskim wozem. To też są geniusze, mają do nas jakieś 300 metrów, ale piechotą nigdy nie przyjdą. Może się boją??? Podobno w okolicy jakiś mafiozo mieszka, żaden na takiego nie wygląda, ale ja się pewnie nie znam.

środa, czerwca 06, 2007

Specjalnie dla boskiego brata

Mecz Anglia - Brazylia, towarzyski z racji otwarcia najdroższego stadionu na świecie.
Anglia to Bartosza ukochana drużyna, przez którą tyle łez wylał. Okazuje się, że wtedy, w 1998, to oni mieli swój najlepszy czas od lat. Dobrze, że nie jest im tak wierny jak ja Włochom, bo prawdopodobnie przeszedłby załamanie nerwowe.


20:25 Jednym okiem oglądamy mecz Polska - Argentyna w siatkówkę. Emocje żadne, bo nawet jakby Polacy przegrali wszystkie mecze 0:3, a w setach 0:25, 0:25, 0:25 to i tak zagrają w finale. Między innymi dlatego wolimy piłkę nożną.

20:28 Jest i skład Brazylii:
Helton - Daniel Alves, Naldo, Juan, Gilberto - Mineiro, Gilberto Silva, Ronaldinho, Kaka - Robinho, Vagner Love
Jakoś nie możemy się przyzwyczaić, że nie ma Ronaldo. I Cafu. I Roberto Carlosa. I Dungi. Zapędziliśmy się...

20:38 W składzie Anglików nie ma Wayne'a Rooney'a. Napastnik Manchesteru United musi pauzować w środowym spotkaniu eliminacji Euro 2008 z Estonią więc w ogóle nie został powołany. Pewnie nawet nie będzie oglądał meczu.

20:45 Na Canal + właśnie skończyło się 1 na 1 z Tomaszem Kuszczakiem. Na Polsacie Polacy dostają w tyłek od Argentyny.
Niedawno jeden z publicystów "Gazety Sport" powiedział, że za 20 lat Anglicy będą wygrywać już tylko z Polską. Bo nasi piłkarze ciągle będą się ich bać. Na razie Anglicy mają problemy z wygraniem z Macedonią, Izraelem i Andorą.

20:50 Generalnie spotkaliśmy się dziś z powodu Davida Beckhama. Na forum przypomniano bodaj jego najważniejszą bramkę w historii występów w reprezentacji.

20:54 Na Wembley zaczynają od powitań. Nie wiemy z kim się witają, ale jeden pan Anglikom podał rękę, a Brazylijczyków całuje.

20:55 A propos całowania. Przed mundialem w Niemczech na zgrupowaniu Anglików doszło do skandalu, gdy Beckham chciał pocałować Aarona Lennona. Pomocnik Tottenhamu przeraził się i uciekł. - W Realu całowanie jest na porządku dziennym - opowiadał później Beckham.

21:01 Anglicy znowu przypominają jak to w 1966 r. zdobyli na starym Wembley mistrzostwo świata. Przez błąd sędziego Tofika Brachmanowa Anglicy do dziś myślą, że potrafią grać w piłkę.
Tak, to na stadionie owego Tofika Polska gra jutro z Azerbejdżanem.

21:05 Druga minuta i pierwszy błąd Paula Robinsona. Moglibyśmy pożyczyć Anglikom jednego bramkarza, naprawdę.

21:07 Brazylia atakuje, McClaren już krzyczy na swoich piłkarzy.
Wiecie dlaczego Anglia gra dziś z Brazylią? Bo budowa Wembley kosztowała miliard funtów i teraz angielska federacja musi to spłacić więc zaprasza reprezentacje, które sprawia, że Wembley się zapełni. W sierpniu czas na Niemcy. Angielskie brukowce znów będą pisać o rewanżu za II wojnę.

21:12 Rafał Nahorny mówi, że w kadrze Brazylii nie ma Adriano, który jest bez formy. Zastanawiamy się kiedy Adriano ostatnio był w formie. Ktoś w redakcji zauważył, że Beckham już oddycha rękawami.

21:16 Zastanawiamy się, czy aby nie na tym boisku rozstrzygnie się walka o mistrzostwo Hiszpanii. Beckham mógłby na przykład źle potraktować nogi Ronaldinho. A sam Ronaldinho ma więcej możliwości. Mógłby na przykład wsypać pinezki do butów Robinho.

21:24 Nie jest to Big Game. Lampard i Gerrard nie istnieją. A właśnie. Wyobraźcie sobie, że macie dwóch takich pomocników i poważnie mówicie, o tym, że jednego z nich trzeba posadzić na ławie, bo sobie przeszkadzają. A w Anglii tak jest...

21:28 McClaren przeżywa ten mecz tak, jakby walczył o mistrzostwo świata. Może dlatego, że jak przegra z Estonią to zostanie zwolniony.

21:39 Sms od duchowego patrona Z Czuba: Co to za koleś na lewej obronie Albionu?
Odpowiedzieliśmy, że Ashley Cole jest doświadczonym zawodnikiem, wie kiedy symulować kontuzje i teraz siedzi na Bahamah. Wayne Bridge jest mniej doświadczony i zaczął symulować dopiero na zgrupowaniu. Shorey jest niedoświadczony i musiał ślub przełożyć , by przyjechać.

21:43 Ronaldinho chce wygrać mecz samemu. Jeśli ktoś nie widzi - niech uwierzy - nie jest to ciekawy mecz.

22:05 Jest najlepsza sytuacja w meczu! Kaka do Ronaldinho, ten strzela, a Robinson kapitalnie broni!

22:10 Polska wygrała z Argentyną 3:1.

22:20 A Ronaldinho trafia w mur. Przed chwilą Owen na pozycji lewego obrońcy. Po chwili Owen już jako napastnik potknął się o własne nogi. A rzut wolny będzie wykonywał Beckham

22:22 Mineiro nie ma już na boisku. U Anglików jest za to Stewart Downing. Taki Ryan Giggs dla ubogich. Przepraszamy Walijczyka. Downing to Jacek Krzynówek dla ubogich. Przepraszamy Jacka Krzynówka

22:25 Niby dzieje się więcej, ale tempa nadzwyczajnego nie ma. Wszystko jakby na zwolnionych obrotach. Jak w Orange Ekstraklasie

22:27 GOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOLLLLLL. Były kapitan reprezentacji do obecnego i 1:0 dla Anglii!!! Mówiąc normalnie - Beckham z wolnego na głowę Terry'ego i Helton pokonany

22:30 Nie ma już Kaki, jest król strzelców ligi holenderskiej - Alfonso Alves.

22:41 Generalnie można powiedzieć, że jest najlepszy mecz Anglii od.... od bardzo dawna. Może nawet od tego meczu. A jeżeli nie mecz, to na pewno wynik.

22:43 Crouch wziął się za żonglowanie. Chomontek to on nie jest, ale widok to bardzo pocieszny.

22:45 Lampard jak za mundialowych czasów, mocno, niecelnie z 10 metrów nad bramką.
A na Wembley już słychać "God save the queen"

22:47 Powstała koncepcja, że Dunga nie powołuje Cafu, Roberto Carlosa i Ronaldo, bo chce zachować dyscyplinę w zespole. A z tamtymi piłkarzami występował na boisku.

22:49 Zastanawiamy się czy z punktu widzenia reprezentacji Anglii nie lepsza byłaby porażka 0:3. Odszedłby McClaren.
GOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOLLLLLLL. Ściągnął McClaren najlepszych i stracił gola. Strzelcem Diego, po dośrodkowaniu Gilberto.

22:52 Koniec! Dziękujemy, zapraszamy na jutro, na dużo ważniejszy mecz. Może nie z takimi piłkarzami, ale za to z dużo większymi emocjami. Dobranoc

Niby tylko mecz towarzyski, ale na boisku Ronaldinho, Kaka, Lampard i po 10 miesiącach miesiącach przerwy David Beckham. Zapraszamy na powrót najbardziej rozpoznawalnego piłkarza w historii. I najlepszego, obok także wracającego Michaela Owena, angielskiego piłkarza ostatniego dziesięciolecia


wtorek, maja 29, 2007

M... N... B...


MNB
mroczna _ niesamowita _ boska
mściwa _ nieczuła _ bezlitosna
miła _ nieśmiała _ bezbronna
melancholijna _ niecierpliwa _ beztroska
magiczna _ niezwykła _ baśniowa

czwartek, maja 24, 2007

Liga Mistrzów

Kaka, Młody proszę się już nie nabijać z jego koszulki!!!

Niestety z braku tv, a także słabego łącza oraz funduszy na zapłacenie abonamentu tv online, finał "czytałam" dzięki www.wp.pl oraz http://www.sport.pl/sport/1,74696,4162754.html Te drugie źródło informacji zapewniało mało konkretów z boiska, ale za to mnóstwo zabawy.
Oto kilka najlepszych tekstów:

20.42 Czy nie zaskakują Was reklamy z golarkami o 5 (pięciu!) ostrzach? Ta rywalizacja między firmami golarskimi musi się skończyć, bo przy 218 ostrzach ktoś się po prostu zabije.
Drużyny wchodzą na boisko.

20.43 Mail: Przed chwilą Jacek Gmoch mówił kilka rzeczy "na żywo" ze stadionu w Atenach. Przy pustych trybunach. Pewnie w Grecji wszyscy wchodzą w ciągu ostatnich 5 minut przed meczem, prawda?

4. min. To już czwarta minuta. Szpakowski: "Proszę zwrócić uwagę, jak długo bramkarze wprowadzają piłkę do gry, dając odpocząć, odetchnąć kolegom z drużyny". Jeszcze raz: czwarta minuta.

5. min. W tym roku wyjątkowo dużo osób opłaciło abonament. Ze Stadionu Olimpijskiego dla TVP komentują Dariusz Szpakowski, Jacek Gmoch i Mirosław Trzeciak. Już wszystko dobrze, atakuje Milan, interweniuje Carragher.

6. min. Z Trzech Amigos podobają nam się wszyscy, nawet Trzeciak: "Świetna interwencja Carraghera, on uwielbia się zderzać z rywalami".

24. min. Zderzenie Riise z Gattuso. Coś jakby zderzenie cywilizacji. Albo chociaż dwóch ciężarówek. Obu zawodników bardzo lubimy.

30. min. Nie mówiliśmy Wam jeszcze, ale mamy tu specjalny program do analizy gry piłkarzy, dzięki któremu wiemy, w której części boiska gra Kaka. To bardzo wysoka technologia. Wyniki są takie, że Kaka gra wszędzie.

45. min. GOOOOOOOOOOOOOOL!!!!!! Cały Milan!!!!!!!!!! Jedna akcja w meczu, wolny z dwudziestu metrów, Pirlo trafia Inzaghiego w ramię, piłka wpada do bramki.

45. min.+1 Koniec pierwszej połowy. Kompletnie przypadkowa bramka z niczego. Jeden z nas uważa, że w koszykówce za celne rzuty za trzy punkty od tablicy powinny być ujemne punkty. Z tego typu sytuacją mamy do czynienia. Ale to jest właśnie "piękno futbolu" jak mawia Jacek Gmoch.

Przerwa. Szpakowski: "Mecz na Stambule". He he he.

Przerwa Pytanie na teraz: czym strzelił Inzaghi?

46. min. Zupełnie poważnie. Jak można dać komentować mecz trzem komentatorom na stadionie i czterech w studiu? Start drugiej połowy.

56 min. Gdzie komentatorów trzech tam Kałt, Kajt i Kujt, a także Zedrof, Sedorf i Zejdorf. Kaka jest jeden, choć czasem z akcentem, a przed chwilą na spalonym.

60 min. Kewell na boisku. Tak dzisiaj o nim pisaliśmy:
W tym sezonie zagrał w dwóch meczach Liverpoolu. W sumie przebywał na boisku 46 minut i strzelił jednego gola. Dziś ma znów szaleć na lewej stronie pomocy. Idealny materiał na bohatera finału. W formie jeden z najlepszych lewoskrzydłowych Premier League. Ale w formie to on był z dwa lata temu...

65 min. "Crouch w rozgrzewca", jak powiedział Dariusz Szpakowski.

68 min. Gmoch boi się o Maldiniego. Maldini nie boi się o Gmocha.

70 min. Przez ostatnie dwie minuty mieliśmy wrażenie, że obie drużyny zasnęły.

71 min. Gmoch bał się nie o tego, co trzeba. Nesta prosi o zmianę.

81 min. Piłka przeniknęła przez Inzaghiego. Dostał piękną piłkę od Kaki, która musiała go chociaż trafić, ale poleciała dalej. Stał na dziesiątym metrze.Cud.

83 min. GOOOOOOOOOOOOOOOL!!!!!!!!! Tym razem Inzaghi dostaje plusa. Rewelacyjne prostopadłe podanie od Kaki, Pippo minął Reinę na tak zwany raz i z ostrego kąta strzelił do pustej bramki.

88 min. Jest po meczu. Nie będzie cudu, choć Benitez próbuje czarować zmianami.

89 min. GOOOOOOOOOOOL!!!!!!!! Benitez jednak czaruje skutecznie, ale strzelił z dwóch metrów ten, który gra od początku - Kuyt.

22:42 Podsumowanie na szybko, zanim zrobią to mądrzejsi od nas: pierwsza połowa dla Liverpoolu i przegłupio stracona bramka, za którą Inzaghi powinien się wstydzić, ale na pewno się nie wstydzi. Bo "to jest piękno futbolu". Po prostu przebiegał i wpadło (z tragarzami?). W drugiej połowie jednak Milan pokazał, że zasłużył na tytuł. Niezwykle mądra gra. Jesteśmy pod wielkim wrażeniem.


22:48 W Atenach włoskie szaleństwo i brytyjskie łzy. To był dobry sequel. Słabszy od jedynki, ale trzymający poziom. Obie drużyny planują kręcenie trzeciej części, ale co z tego wyjdzie... tego święci na niebiesiech nie wiedzą.



wtorek, maja 22, 2007

Saying Goodbye Brian


QUEER AS FOLK I-V
(Uwielbiam to zdjęcie Briana i Justina)
Skończyło się, właśnie obejrzałam ostatni 13 odcinek V serii. I nic na to nie poradzę, popłakałam się... :(( Niby był happy end, ale nie tak dokładnie. Wendy opuściła Piotrusia Pana, a on znów musi nauczyć się latać, ale bez pomocy Dzwoneczka. Taka jest cena bycia wiecznie młodym i pożądanym. Ale może to była jedynie wyobraźnia, Babylon taki jak kiedyś, umpa-umpa w tle.
Smutność zapanowała.
Łezka się w oku kręci, ale chłopcy w stringach nadal będą tańczyć.


Brian Kinney
Wiecznie młody i piękny, i to nie tylko dzięki kremom przeciwzmarszczkowym za kilka tysięcy dolarów. Jak już to kilku osobom tłumaczyłam, fascynacja Brianem nie opiera się jedynie na wyglądzie, chodzi o całokształt. Oto jak się porusza (kręgle, kręgle, te wygięcie ciała i wyprostowanie nogi!), mówi, nawet pije, oczywiście o seksie już nie wspominając. To wszystko plus charakter zapatrzonego w siebie nicponia, który udaje skurwiela, a ostatecznie zawsze ratuje innych z opresji. Niczego nie żałuje, praktycznie nie przyznaje się do błędów i nie przeprasza. Zawsze szczery do bólu, potrafi poświęcić właściwie wszystko dla tego czego pragnie.Nikt i nic go nie pokona. RAGE z Gejopolis!


Babylon
Zabawka, nagroda Piotrusia za ciężką pracę i pokonanie wszystkich przeciwności. Istnieje znów realnie czy jedynie w snach queer guy'a???


środa, maja 16, 2007

Otwieram wino, chciałabym żeby ten czas nie przeminął...


Czarna i biała królewna. Tak mówił na nas dziadek jak byłyśmy małe, chociaż często na głos się zastanawiał czy nadal jesteśmy królewnami czy już rozbójniczkami.
Czas księżniczek minął, został wredny smok. I oczywiście książątko, czasem nazywany paniczem.
Wszystko się kończy, nawet z Brianem zbliżam się do finiszu, staram się by trwało to jak najdłużej, ale niestety mam coraz mniejsze pole manewru. Z "Koła Czasu" także zostały jedynie 3 książki do przeczytania, a i pan Jordan powoli kończy sagę. Moje najwspanialsze uzależnienia odejdą w siną dal. Co zrobię jak to ostatecznie nastąpi?


Piękna niedziela, w zielono-kolorowym ogrodzie botanicznym. Tam chciałoby się zaginąć na zawsze...

piątek, maja 11, 2007

Kuracjuszki



Widać jakie byłyśmy już w czwartek pełne werwy! A zdjęcie niżej to moje podsumowanie całego wypoczynku w puszczańskiej nibylandii. Codziennie jak się budziłam mówiłam sobie, że dziś nie piję, może jedynie Martini. I nigdy się nie udało, aż zaszyłam się w domu i udawałam, że mnie nie ma. Dziś też twierdzę, że koniec z drinkami, ale mogę to powiedzieć szczerze, bo w lodówce jest jedynie Martini, a w szafce wino z 1983 roku.

wtorek, maja 08, 2007

In dreams begin the responsibilities (Yeats)


Z przyczyn niezależnych, ale bezpośrednio mnie dotyczących musiałam zostać dłużej niż planowałam w Puszczy. Zamiast szaleć po Wawie (Edi tak mi przykro), grzecznie siedziałam w domu i czytałam powieść J. Dehnela. Dopiero wczoraj wsiadłam w pociąg do Wro, a i tak do ostatniej chwili czekałam na telefon, który miał zdecydować czy jadę czy jednak będę musiała zostać. Na szczęście nie jest tak źle jak myślałam i dzięki temu dziś już widzę pochmurny Breslau za oknem.
Podróż pociągiem była jakaś nierealna. Murakami pisze, że "odpowiedzialność zaczyna się w snach", a mi dwa dni pod rząd śnił się Javier Bardem (ubrany w stój roboczy Klimta) w sytuacjach wybitnie erotycznych. Czy to coś znaczy? Chwilę później podnoszę głowę znad "Kafki nad morzem", a za oknem widzę, że mijamy Lisów, międzywojenny raj utracony Lali. Już tyle razy jechałam tą trasą, a dopiero teraz odkryłam "złodziejską wioskę" za Częstochową. Może dlatego, że wreszcie do mnie dotarło, że też straciłam swój raj, który popada w ruinę i wywołuje płacz.

piątek, kwietnia 27, 2007

Leśne elfy i chrabąszcz majowy


Takie paskudztwo znalazłam w poprzedni poniedziałek w mojej sałatce w naleśnikarni. Obrzydliwe, fuu... chyba nie ma nic gorszego niż znaleźć chrabąszcza majowego na swoim talerzu. Dobrze, że go zauważyłam! Jedynym plusem tej całej akcji, było to że w ramach rekompensaty dostałyśmy z Magda po kubku cydru, orginalnego jabola. Tam nic nie pływało, oprócz bąbelków.


Jutro już będę w domu, pojadę na działkę i pobawię się w "leśne elfy". Odpocznę od gorącego i głośnego Wrocławia. Zregeneruję siły by móc przeżyć prawie 3 miesiące poza Puszczą. Niestety zapowiada się, że ponownie tam zawitam dopiero w sierpniu, chociaż jeszcze wszystko może ulec zmianie. Gdzieś w tych planach zaginęło marzenie o złotych plażach w RPA lub Brazyli. Jedyny piasek jaki pewnie zobaczę w te wakacje to pył nad Wrocławiem, bo znając moje szczęście w sierpniu będzie zimno i deszczowo. I poraz drugi z rzędu nie popływam w jeziorze - smutność!!! Za to chloru lub ozonu się nawdycham, bo może Aqua Park otworzą.
Oczywiście do wakacji jeszcze dużo czasu, więc mogę ich nie dożyć. Jak nie rzucę się pod tramwaj, bo zniszczy mnie nowa Galeria Grunwaldzka. Gdy otworzą MultiKino, to będę mogła właściwie tam zamieszkać i skończę jak jeden z bohaterów "Kumpli". Ratunku!

czwartek, kwietnia 19, 2007

Wiosna, lato, jesień, zima... wiosna czy lato?

Jakaś zagubiona jestem, gdyby tylko było to możliwe uciekłabym na działkę. Czytała, piła, leżała, marzyła... wszystko to nie ruszając się z werandy. Gdyby... "gdybam, gdyby to nie było na niby... gdyby Magik był doskonały, gdyby ryby głos też miały, kaktusy na dłoniach by wyrastały..."
A tak, siedzę we wro, staram się zmuszać do nauki, zaczynam 3 sezon QAF ( nawet już Michael mnie nie denerwuje, teraz pałeczkę przejął Justin). Nawet weekend majowy nie napawa jakąś szczególną radością. Czuję się kompletnie nielogiczna.
Na marginesie: Brian wygląda bosko w tej czerwonej kurteczce, może nie tak dobrze jak nic nie ma na sobie, ale nadal wspaniale. Kasiek wg ciebie najlepsza jest 2 seria, ja jednak wolę 1, z wiadomego powodu. Zobaczymy jeszcze jak 3 pozostałe.
A poza tym zdałam sobie sprawę, że o Szaruczku nie da się zapomnieć, jak już raz zamieszka w głowie. On to nie Kinney, a Brian to nie On. Ale przecież nigdy nie twierdziłam, że jestem monogamistką. Nie będę nawet wymieniać pozostałym faworytów...

czwartek, kwietnia 12, 2007

wiosna...


Wiosna! Po zimie w lasach północy aż miło wrócić do łagodniejszego klimatu. Niestety taka pogoda bardzo rozleniwia, cały dzień można spędzić w parku z książeczką... czysta przyjemność na którą jeszcze nie znalazłam czasu. Posiadanie wszystkich sezonów QAF nie jest błogosławieństwem, bo maksymalnie uzależnia. Staram się ograniczać, ale trochę marnie to wychodzi. Po świętach, które były wybitnie intensywne i wykańczające podziwianie Briana stanowi genialny sposób na odreagowanie, z którego nie umiem zrezygnować. A gdy dodatkowo zostanie mi przypomniane że za dwa tygodnie ponownie jadę do Puszczy, to tym bardziej nie potrafię się skupić na niczym co nie strawia przyjemności. Chyba bycie leniwcem to moje powołanie, przynajmniej chwilowo.
Do plusów świątecznych można zaliczyć to że zostałam IDOLKĄ (jednego tygodnia, ale zawsze to jakieś osiągnięcie) a także nieco się wyżyłam ( co prawda jedynie na krótko). Jak mądrze powiedziała Kasieńka (ostatnio nawet często jej się to zdarza), nie należy niczego żałować, bo inaczej nigdy nie będę jak Brian Kinney. A pomimo 160 cm wzrostu mam do tego pewne predyspozycje, które trzeba tylko rozwinąć.