sobota, marca 24, 2007

"Pop goes my heart"


Szkoda, że Hugh Grant tak późno się obejrzał. Lata 80-te niestety już się skończyły, a facet na prawdę mógł zrobić wielką karierę!!! Żeby tak kręcić tyłkiem, to trzeba lata trenować albo się z tym urodzić.
"Pop goes my heart"

Wczoraj zostałam zaatakowana przez jakiegoś podpitego faceta. Złapał mnie za ręce i nie chciał puścić. Okoliczni żule, którzy zawsze stoją pod sklepem albo na płotku pod latarnią, wyratowali mnie z opresji. W momencie, gdy głośno oznajmiłam, żeby puścił, oni ruszyli do akcji. Zaczeli się dopytywać co się dzieje, co on robi. W tym czasie zdążyłam się wyrwać i pójść dalej. Taka byłam zła, że przez wariata się spóźnię, że dopiero potem do mnie dotarło, że mógł mi coś zrobić. Na szczęście podwórkowi żule niekiedy się przydają.

czwartek, marca 22, 2007


Mam dziwne sny... Jestem Far Dareis Mai, za chwilę będę tańczyć włócznie, chociaż nie powinnam, bo jestem w ciąży. Mimo to staję w tłumie moich sióstr, ubrana w cadin'sor, z shoufą zasłaniającą twarz, a ręce trzymam cztery włócznie oraz małą okrągłą tarczę. Słyszę jak inne społeczności zaczynąją śpiewać, czekam... Potem się budzę, nigdy nie dochodzę do tańca z mieszkańcami mokradeł. Niestety...
A tak z innych wiadomości, to po wczorajszym obejrzeniu "Krwawwego diamentu" doszłam do wniosku, że nie chcę już mulata. Zdecydowanie bardziej kręcą mnie Azjaci, i nie chodzi mi jedynie o Hindusów. Chińczycy i Japończycy ze swoimi wystającymi kośćmi policzkowymi są ciekawsi niż wszyscy Murzyni.

piątek, marca 16, 2007

Tańcz...

MUR SMOKA - GRZBIET ŚWIATA

"Czyśćmy włócznie - kiedy słońce wysoko stoi.
Czyśćmy włócznie - i gdy zachodzi nam.
Czyśćmy włócznie - Kto śmierci się boi?
Czyśćmy włócznie - Nikt, kogo znam!
Czyśćmy włócznie - dopóki życie trwa.
Czyśćmy włócznie - gdy przychodzi życia kres.
Czyśćmy włócznie - Życie jest snem.
Czyśćmy włócznie - Każdy sen się kończy.
Czyśćmy włócznie - aż cienia nie stanie już nikomu.
Czyśćmy włócznie - aż woda nie będzie słona.
Czyśćmy włócznie - Jak jeszcze daleko do domu?
Czyśćmy włócznie - Póki nie skonam!
Czyśćmy włócznie - aż slońce nie zrobi się zimne.
Czyśćmy włócznie - aż woda swobodnie popłynie.
Czyśćmy włócznie - póki tchu w piersiach.
Czyśćmy włócznie - moja stal lśni w dłonich."
pieśń wojenna Aielów

PUSTKOWIE AIEL

"- Nie bardzo rozumiem, jakim pan właściwie jest człowiekiem. Wygląda pan na strasznie normalnego, zwykłego, ale zdaje się też, że jest pan zasadniczo stuknięty.
- Bycie strasznie normalnym oznacza jednocześnie, że jest się stukniętym. Dlatego nie musisz się przejmować - wyjaśniłem."

"- Ale to straszne - mówiła Yuki bezdźwięcznie. - Tata kupił panu kobietę. To panu nie daje do myślenia? Tak nie wolno. To coś złego, to wstyd. Nie uważa pan?
Rzeczywiście miała rację.
- Rzeczywiście masz rację.
- To naprawdę, naprawdę wstyd.
- Słusznie - przyznałem (...)
- Wcale panu nie wybaczyłam - powiedziała - Tylko po prostu się godzimy. To naprawdę niedopuszczalne i bardzo mnie zraniło. Rozumie pan?
- Rozumiem. (...)
- Czasami przypominasz mi żonę - powiedziałem.
- Tę, która się do pana zniechęciła i odeszła?
- Tak."
Murakami "Tańcz, tańcz, tańcz"

PUSTKOWIE AIEL

"- Dlatego się irytuję.
- To też rozumiem. W takich sytuacjach my, dorośli, pijemy alkohol.
Yuki wypiła dużymi łykami pół mojej pina colady. (...)
- To dobrze. Nie mdli cię?
- Nie mdli. Jest mi przyjemnie.
- Śiwetnie. Mamy za sobą długi dzień. Czy człowiek ma 34 czy 13 lat, na koniec każdy ma prawo do lekkiej poprawy humoru."

"- Ale rozumiem, co pan czuje.
- Ja nie bardzo rozumiem.
- Bezsilność - powiedziała - Wrażenie, że rządzi panem coś strasznie wielkiego i nic nie może pan na to poradzić.
- Może i tak.
- W takich sytuacjach dorośli potrzebują drinka.
- Racja."
Murakami "Tańcz, tańcz, tańcz"

GÓRY MGŁY

"- A co ludzie widzą w Pearl Jam? Przecież to tylko hałas - odrzekła Junko.
- Pearl Jam ma ponad 10 milionów fanów na całym świecie.
- A ogniska mają fanów na całym świecie od 50 tysięcy lat.
- Też prawda - przyznał Keisuke."
Murakami "Wszystkie boże dzieci tańczą"

wtorek, marca 13, 2007

Deska, plaża, złoci chłopcy... RPA czy Brazylia?


Ostanimi czasy regularnie bawię się w "kurę domową" i wcale mi się to nie podoba. Uczelnia, pranie, zmywanie, obiad... itd. Chyba pora uciekać!!! Tylko jeszcze nie zdecydowałam dokąd. Ważne by była tam plaża, słońce i wiatr... koniecznie musi wiać! Jak nie wieje to szanse na naukę latania na kite są minimalne. Poza tym złoci chłopcy, którzy podnieśliby moje predyspozycje do posiadania ślicznego, małego mulata do 50% ( obecnie prawdopodobieństwo urodzenia takiego dzidziusia wynosi 0,001%). W ramach przygotowania do wyprawy dzisiejszy dzień poświęcę na opalanie na balkonie. Jak dobrze czasem mieć wolne, choć przez chwilę!


Brazylia...


... RPA, i jak tu się zdecydować!!!

piątek, marca 02, 2007

Queer As Folk, czyli "sielankowe" życie homoseksualistów z Pittsburgha

Wszyscy po kolei, od lewej: Melanie, Lindsay, Emmett (ach, te siatkowe koszulki!), Ted, Justin, Brian, Ben ( jego jeszcze nie znam, bo mam za sobą dopiero pierwszą serię), Michael i mama Michaela Debbie.
Serial jest nieco przerysowany, teksty w stylu "wszyscy hetero nas nienawidzą tylko, że niektórzy tego nie pokazują". Głupota! Chłopcy zresztą cały czas spędzają na piciu (nawet często wódki), bausach i pieprzeniu się (szczególnie Brian, bo reszta nie ma takiego brania!). A w międzyczasie mają różne, niekiedy śmieszne problemy. Ale chyba właśnie dzięki temu przyjemnie się ich ogląda. Nie mówiąc już o setkach półnagich, a czasami nagich, wymuskanych facetów. Ach, nieziemski Babylon i sauna po siłowni!!!

Jacy oni tutaj piękni i wymuskani, a w serialu piękny i wymuskany jest Brian (głównie), a szczególnie wymuskany jest Emmett, ze swoją seksowną (przynajmniej według niektórych!) niewielką szczerbą miedzy zębami.
Jak widać na kolażu poniżej, osobami które uwielbiam najbardziej jest Emmett i Brian. Brian Kinney to postać, którą kochasz albo nie znosisz, wywołuje jedynie skrajne emocje. Z jednej strony skurwiel, któremu tylko fiuty w głowie oraz kremy przeciwzmarszczkowe za 100 Euro, dzięki którym nadal wygląda na 19 lat. A zarazem tatuś ślicznego Gusa, którego początkowo też ma w dupie, ale potem ... wystarczy popatrzeć jak go trzyma w ramionach. Instynkt macierzyński się momentalnie włącza! Za to Emmett to całkowicie inna bajka, doskonały przykład geja, który cały ranek zastanawia się co na siebie włożyć. Strój ala Jackie Kennedy był genialny! Nie wspominając o kręceniu tyłkiem przy chodzeniu. Emmett to także mistrz parkietu, niestety cholernie rzadko to widać. Oprócz tych dwóch moich faworytów mamy jeszcze biednego Teda kochającego się w złotych chłopcach, którzy go nie zauważają. Przykre, ale moim zdaniem Ted będzie z Emmettem, tylko nie wiem kiedy. Poza tym ma on najładniejsze i najdłuższe rzęsy ze wszystkich bohaterów, bo Debbie ma napewno przyklejone! Justin, to cudowny 18-latek przed którym cały świat, a on chce jedynie Briana (tak jak większość populacji!) i o dziwo nawet mu się czasem udaje- Magda liczy ile razy wylądują razem w łóżku. I oczywiście Michael, którego ja coraz mniej lubię. Taka mała, uległa pierdoła, która wszystkim daje się wykorzystać, bo dba o innych a nie o siebie. Wiem, że to wspaniale być dobrym, ale bez przesady! Za to mama Michaela, Debbie to sobie nie da narzucić czyjegoś zdania, żeby ją zrozumieć trzeba ją zobaczyć (ten rudy kucyczek z boku głowy!). Mamy jeszcze Lindsay i Mel, które są nieco nudne, ale one wychowują Gusa, więc nie ma się co dziwić, że na bausy i libacje to one nie chodzą.

wtorek, lutego 27, 2007

Życie chorobowe


Kolaż niewulgarnych zdjęć ( Młody czy my mamy jakieś wulgarne zdjęcia z dzieciństwa?). Najlepsze są moje okulary, musiałam wyglądać odpowiednio podczas pierwszego pobytu we Wrocławskim Zoo. Pełna stylizacja!

Kolejny tydzień minął, od tych różnic temperatur między północno-wschodnią i południowo-zachodnią Polską musiałam się przeziębić, i to na dodatek tuż przed weekendem. Dzięki temu ominęła mnie impreza u Justyny, ale w sobotę zastosowałam kurację wstrząsową i teraz jestem zdrowa. Nie ma jak na ból gardła i katar wybrać się na arabski obiad, CubaLibre, a na koniec wypić dwa dzbany ponchu w Altanie. Oczywiście mogło mnie rozłożyć jeszcze bardziej, ale miałam dość leżenia w łóżku i gapienia się na ściany. A tak w niedzielę miałam okropną chrypkę, natomiast ból gardła zniknął, podobnie jak katar. Teraz tylko muszę pamiętać, że nawet jak jest sucho, to od razu nie mam biegać po mieście w trampkach. Niestety nie mogłam się powstrzymać, słoneczko tak ślicznie świeciło, a ja miałam chodzić w butach zimowych?Fuj! Chwilowo to bez różnicy, bo znów pada. Ach, ten kochany wilgotny Breslau! Co tu się dziwić, że po paru latach mieszkania tutaj zaginęła gdzieś moja niesamowita puszczańska wytrzymałość. Cóż, za to mogę mówić że cała właściwie Polska jest na wschodzie, a ja na zachodzie. Chociaż sama nie wiem czy jest czym się chwalić... Niektórzy się tym chlubią. Nie rozumiem tylko po co. Tak samo co mnie obchodzi, że jakiś facet gra w Teatrze Polskim. Czy mam się z tego powodu na niego rzucić i zrobić wszystko o co poprosi??? Jemu się chyba tak wydawało, nie ważne, że był obleśny. I to ja mam podobno downa!

poniedziałek, lutego 19, 2007

Wińcinkowa sesja zdjęciowa


Mały Smok i jego konik, najukochańsza zabawka jaką miałam. Szkoda, że nie rósł razem ze mną, to by teraz nie stał gdzieś w piwnicy czekając na kolejną królewnę i lepsze czasy. 



Trzyletnia pyza, nawet ogrodniczki się nie chciały zapinać, a lalka obok, raczej nie ulubiona. Po prostu każda dziewczynka-wińcinka czasem bawi się lalkami, choć zawsze znajdą się ciekawsze zajęcia. Kolejna podróż na drewnianym koniku, wszystkie atrakcje jakie mógł zapewnić folwark, piaskownica... a wkrótce wyczekiwany braciszek!


W kieliszku mam herbatkę, żeby nie było, że od dziecka kochałam procentowe, wyskokowe napoje. Ale zawsze lubiłam pić w ładnych kieliszkach! Zdjęcia robione tuż po wprowadzeniu się do bloku, wcześniej mieszkaliśmy na folwarku, czyli prawie jak na wsi. Sąsiedzi nawet kury mieli, a po drugiej stronie kanału Puszcza. Las nadal jest, ale po kurach nic już nie zostało, podobnie jak po wielu innych rzeczach.

czwartek, lutego 01, 2007

Forza Azzurri Forza Italia

W trakcie dzisiejszego sprzątania przypomniałam sobie, że moi ukochani już ponad pół roku są Mistrzami Świata. Hihihihi Po ośmiu długich latach kibicowania Azzurrim wreszcie się doczekałam tego najważniejszego tytułu. Generalnie 9 lipca myślałam, że padnę z radości.

Fabio Cannavaro, godny następca Paola Maldini. Zdobył "Srebrną Piłkę", zupełnie nie wiem za co Zidane dostał "Złotą", ale niech mu będzie. Fabio, taki mały a zawsze biegnie na pole karne, gdy jest rzut rożny i próbuje strzelić główką gola.

Jak się cieszą, zasłużyli sobie na to, głównie za mecz z Niemcami, piękne dwie bramki w dogrywce.

Chłopaki na treningu, to chyba jeszcze przed Mistrzostwami, bo Alex del Piero ma długie włosy. A obok niego Vieri, którego nie było na mundialu.

Gianluigi Buffon, jeden z najlepszych bramkarzy świata, nie widać tego po minie.

Andrea Pirlo i Francesco Totti. Pirlo zdobył "Brązową Piłkę" i został zawodnikiem meczu finałowego i półfinałowego. Totti natomiast jest bogiem w AS Roma.

Na ten tytuł mistrzowski to był już najwyższy czas, bo większość moich skarbów powinna się wybierać na emeryturę. Ci młodsi nie są tacy cudowni, a może ja po prostu mam sentyment do tych twarzy, które znam od lat.

środa, stycznia 31, 2007

Spacerująca między kroplami i snami...

Wakacje 1997, nad Sajnem, na Zimowej. Jedno z moich najukochańszych zdjęć... Ja i Dziadek.



Dziś dzień "kury domowej". Pranie, odkurzanie, zmywanie, zrobienie obiadu i znów pranie. Po prostu śliczny grafik. W międzyczasie chwila relaksu z Randem, Lanem i resztą. Wstałam późno, ach te spacery po snach trochę przestawiły mi pory dnia. Ale nie narzekam, dziś był folwark, rzeka, ważki... inni. Za tydzień powinnam być w Puszczy, ale tego będę dopiero pewna w poniedziałek. Niestety jak twierdzi mama, nawet mam nie myśleć o zabieraniu trampek. Podobno zima króluje, niedźwiedzie też się jednak pojawiły, więc zamiast butów zabiorę dzidę i kompas. A już myślałam o wystawieniu tego zbędnego sprzętu na allegro, a teraz mimo wszystko może się przydać.

Młody jako nurek pierwszej klasy, wtedy jeszcze byłam od niego większa.

niedziela, stycznia 28, 2007

Kami-no Kodomotachi-wa Mina Odoru

Pojechałyśmy do Płaskiej, bo chciałam się wykąpać. Niestety Kasiek wmówiła mi, że na pewno się przez to rozchoruję. Dlatego zamiast popływać, musiałam się w japonkach wspinać na jakąś durną górkę. Nawet taki widok nie zrekompensował obtartych nóg.


Wczoraj wreszcie gdzieś wyszłam wieczorem, co prawda nie powinnam była. Jutro mam egzamin, fuj!!! Było całkiem miło, Monia i Janusz przyjechali na weekend z Wawy, więc trzeba było się z nimi spotkać. Poza tym Magda oddała laborat. Na koniec wieczoru, a może właściwie na dobry początek dnia obejrzałyśmy Szaruczka w Kabhi Alvida Naa Kehna. Już niemal zapomniałam jaki on jest cudowny! Same ochy i achy!!!
Jak na mnie wstałam nawet wcześnie ( ok. 10:30), zrobiłam sobie francuskie śniadanie i super zdrową zieloną herbatę z vilcacorą ( na opakowaniu od niej widnieje napis: "herbatka nie jest zalecana osobom, które przeszły lub są kandydatami do transplantacji, kobietom w ciąży i karmiącym piersią, podczas kuracji hormonalnej"). Należę do nielicznych fanów zielonej herbaty, ale ta nawet jak na moje standardy nie jest najsmaczniejsza. Niestety czego się nie robi dla zdrowia. Właściwie cały dzień się uczę, z małymi przerwami. Okropność! Odzwyczaiłam się od tego, ale na szczęście muszę tylko tak przeżyć do środy... a potem wolność.
Oczywiście zamiast uczyć się, cały mijający tydzień czytałam. "Wszystkie boże dzieci tańczą"-Murakami i jego zbiór opowiadań. Nie było Człowieka-Owcy (chlip chlip), ale za to Pan Żaba, który uratował Tokio przed wielką Dżdżownicą (hihihi). I "Koło Czasu"... ten cykl kiedyś mnie zabije lub spowoduje, że zwariuję. Jak mówi Młody: BYWA...


Berta - nasz gorczycowy, ukochany piesek, wiecznie głodny!

poniedziałek, stycznia 22, 2007

Pas á pas, se va luénh

Canal du Midi - Canal Royal de Languedoc
Kanał Południowy, Langwedocja


Nadszedł czas bezsennych i muzycznych nocy, a także śniących poranków. A sny są dziwne i niepokojące... Koniec z krowami, owcami... motyw pływania też się nie pojawia. Za to pełno obcych ludzi i nieznanych miejsc. Dziwnych sytuacji. Może jest to wywołane sesją, chociaż tą akurat będę miała wyjątkowo lightową, więc się nią szczególnie nie przejmuję. Ogólnie jestem jakaś niespokojna, w jednym miejscu usiedzieć nie mogę. Na coś czekam, tylko że sama nie wiem na co...
"Krok za krokiem, idę swoją drogą."
Muzyki też mogę słuchać jedynie dzięki radiu, bo wszystkie posiadane płyty wywołują jakieś "dostojewskie chwile" lub ataki szaleństwa. Zresztą z radiem mam to samo, ale w mniejszym natężeniu.
A tak z informacji nie dotyczących mojego stanu emocjonalnego: Szanowni Krytycy z Torunia niestety nie przybędą. Kolejny układ, po pokarmowym, pani Katarzyny zbuntował się przeciwko przyjazdowi. Nie wiem, niestety czy bunt dotyczy konkretnie mojej osoby czy też całego Breslau. Ach, sama nie wiem kiedy wreszcie poznam tą wielką personę, jaką jest w stosiowym Toruniu, pan reżyser Zaleski.

Cudowne, starożytne Carcassonne. Rzymskie, wizygockie, saraceńskie, oksytańskie, francuskie.

piątek, stycznia 19, 2007

Dziecko Wojny

Jedno z moich ulubionych zdjęć z świąt.
Na zdjęciach, przynajmniej na większości, nie widać moich posiniaczonych rąk i nóg. Nie wiem jak to się dzieje, ale zawsze po pobycie w Puszczy wyglądam jak Dziecko Wojny. Chwilowo z mnóstwa siniaków ( po Sylwestrze naliczyłam 20 na lewej nodze, na prawej było jeszcze więcej, kilku na rękach i 3 na plecach) zostało tylko kilka na nogach. Te obrażenia muszą mieć jakiś związek z powrotami do domu, bo we Wrocławiu nie zbieram nowych, tylko goję rany. Oczywiście nie licząc rozwalenia nosa, ale to była wyjątkowa sytuacja. Zupełnie tego nie rozumiem, bo wydaje mi się, że we Wro zachowuję się tak samo jak w Puszczy. No, może jedynie robię wszystko z większym natężeniem.

Mam już weekend, muszę wybrać się do Empiku na dalsze czytanie 11 tomu "Koła Czasu", na razie mam za sobą tylko 150 stron. Gdybym mogła to pochłonęłabym tę książkę w całości, tak jak poprzednie, ale jeszcze nie ma jej w bibliotekach, więc kiedy mam czas to siedzę w Empiku. Na szczęście mają tam wygodne kanapy. A jak wreszcie skończę to znów przez kilka miesięcy będę czekać na drugą część tego tomu. Straszne jest te moje uzależnienie!

Ta w białym sweterku to oczywiście Katarzyna S., nasza wakacyjna królowa technotransu. W święta techno nie było, ale mimo to bausowała. A to może nawet lepiej, bo dzięki temu żaden polar nie uległ spaleniu. Nadal szkoda polarku, chyba trzeba będzie go w jakąś ramkę na pamiątkę wsadzić.

niedziela, stycznia 14, 2007

Baus, baus - nigdy więcej technotransu.

"My po prostu lubimy wódkę". Urodziny udały się, jedynie muzyka była straszna. Moja nienawiść do techno chyba osiągnęła apogeum. Obyło się bez zombiozy, a nawet bez ziołowych tabletek, tak dobrze mi się spało! Głowa też nie boli, generalnie same plusy, nielicząc wydania połowy pieniędzy na mieszkanie Młodego.

Z naszą kochaną solenizantką Karolinką.

Oj, już byłyśmy trochę zmęczone i trochę bardziej pijane.

Bartek, Bartek i Halszka... Ich miny mówią wszystko!

piątek, stycznia 12, 2007

Tańczę na skrzydłach Innego Wiatru...

"Poza Najdalszym Zachodem,
Tam, gdzie kończą się lądy,
Mój lud tańczy na skrzydłach
Innego Wiatru"

Za kilka godzin będę miała upragniony weekend. Obecnie zamiast się uczyć do koła, staram się opanować cały układ Rangila i jest coraz lepiej. Edi szykuj się na luty, nikt nas wtedy nie pokona! Generalnie bardzo się cieszę, że jutro idziemy na te urodziny, co prawda okazało się, że do 9 Bramy, a nie Bezsenności. Ale w 9 muzyka też jest całkiem niezła, a bliżej domu, gdybym przypadkiem dostała zombiozy.
Obejrzałam zdjęcia z Puszczy... hahahaha... Kochana Kasieńko w końcu mam dowody na twoje, skrzętnie ukrywane bauserstwo. Ogólnie zdjęcia są ciekawe i nie ma żadnych brzydali!

"Roland tańczy commala w blasku świateł, kolorowych świateł. Roland tańczy w bieli. Roland, zawsze Roland, Roland do końca. Wszyscy inni padną, mordowani po kolei w krwawych zmaganiach, lecz Roland pozostanie. Jak długo stoi Wieża, Roland będzie szedł dalej."

"Długich dni i przyjemnych nocy. Obyśmy spotkali się u kresu drogi, gdzie kończą się wszystkie światy. Hile, wędrowcze!"

czwartek, stycznia 11, 2007

Saphiro ratuj!!!

W poniedziałek byłyśmy na "Eragonie". Tragedia, zamiast wciągającej historii obejrzałam marną podróbkę "Władcy", nawet krasnoludów nie zrobili porządnie. Nie wspominając już o wycięciu najważniejszych wątków, bez których cała opowieść traci sens. Główny bohater wygląda jak młodszy brat Heatha Ledgera, czyli złotowłosy surfer. Tylko czekać aż na ekranie pojawi się sobowtór Jake'a!

Cały film ratuje Saphira, która jest wspaniała. Przynajmniej tu się postarali. A jako pisklak jest wprost cudowna, przez 10 minut piszczałam z radości gdy się pojawiła na ekranie. Już nie chcę boksera, Shar Pei'a, ani świnki wietnamskiej. Taki mały niebieski lub zielony smok byłby najwspanialszym prezentem o jakim bym mogła marzyć. I wcale nie musiałby rosnąć, wystarczyłoby, żeby był.

Jest tak ciepło, że znów mogę biegać w tampkach. Te niebieskie już się rozwaliły, ale mam jeszcze zielone i czarne z niebieskim i zielonym smokiem. Całe szczęście, że zrobiłam zapasy. Dziś zaczynam kurację ziołowymi tabletkami uspokajającymi, mam nadzieję, że poskutkują. Co prawda śmierdzą okropnie, ale nie mogę wiecznie do 4 nad ranem słuchać muzyki, bo nie mogę zasnąć. A potem zamiast wstać na 9 na zajęcia budzę się o 11 lub 12. Na dodatek przez radio zaczynam wariować... Tak bardzo chce mi się tańczyć... Ale w sobotę Karolinka robi urodziny w ukochanej Bezsenności, więc się wyżyję! Przynajmniej na jakiś czas...

poniedziałek, stycznia 08, 2007

Powrót córy marnotrawnej

Drzewo życia - Klimt 1905-1912

Klika godzin temu, dokładnie 4, powróciłam do Breslau... Pora wracać do roboty, pozaliczać wszystko w pierwszych terminach i jak najszybciej móc jechać do Warszawki na bausy... A następnie na pseudorelaks do puszczy. Ale wcześniej wizyta "krytyków filmowych" i kilka imprez urodzinowych... i oczywiście obrona Magdy.
Ogólnie lekko napięty grafik, ale o dziwo mam pozytywne nastawienie... Zobaczymy tylko jak długo...