Teraz też, poprosiłam mamę, by zrobiła pranie, bo ciuchy śmierdzą ogniskiem i psem. To ona pierze je ręcznie zamiast w pralce, a ja mam wyrzuty sumienia, że ją wykorzystuję. Generalnie wyrzuty sumienia muszę wiecznie zagłuszać lub wypierać się ich istnienia. Tylko puszcza nadal taka sama, niewinna i dzika. A ja? Niewinności zero, dzikość natomiast w nadmiarze.
poniedziałek, kwietnia 28, 2008
Teraz też, poprosiłam mamę, by zrobiła pranie, bo ciuchy śmierdzą ogniskiem i psem. To ona pierze je ręcznie zamiast w pralce, a ja mam wyrzuty sumienia, że ją wykorzystuję. Generalnie wyrzuty sumienia muszę wiecznie zagłuszać lub wypierać się ich istnienia. Tylko puszcza nadal taka sama, niewinna i dzika. A ja? Niewinności zero, dzikość natomiast w nadmiarze.
środa, kwietnia 23, 2008
Step By Step
Wielki powrót uwielbienia, ta fascynacja ośmiolatki wiele wyjaśnia. Miłość do lat 80-tych, nawet Szaruka (teraz jest jasne czemu kolczyki w uszach tak nie rażą). Jordan... w ogrodniczkach, ach! Chłopaki jednak tańczyć potrafią i kompletnie nie przypominają późniejszych boysbandów. Nie wiem gdzie się podziały wszystkie moje kasety, teraz byłyby sporo warte. Za to doskonale przypominam sobie serial animowany, który namiętnie oglądałam w telewizji. Ach sielankowe dzieciństwo: folwark, puszcza i New Kids On The Block!
środa, kwietnia 16, 2008
Ubarwiona prawda

Straciłam apetyt... niby jestem głodna, ale jak przychodzi do jedzenia to już mi się nie chce. Komar ma to samo, co jest nieco budujące. Obecnie nakręcamy się nawzajem na regularne jedzenie, a dodatkowo Hala wmusza we mnie zupy i inne specyfiki. Trzeba będzie w Puszczy być dzielną i iść na badania do mamy, a właściwie to pobieranie przyjdzie do mnie.
Ogólnie jestem jakaś zawieszona, sama nie wiem czego chcę. Przydałby się ktoś, kto dokonywałby za mnie wyborów, a ja jedynie ślizgałabym się na granicy świadomości i jak coś miała pretensje o złe decyzje. Tylko w pracy jeszcze nad sobą panuję. Może muszę pokrzyczeć to będzie lepiej? Zawsze to pomagało! Lub wybiorę się wreszcie po kozę... hihihi... zielona koza poprawiająca nastrój!
sobota, kwietnia 05, 2008
Platoniczny kubek kawy
czwartek, marca 06, 2008
... Daniel: genialny!!!
I love Him... I love Him... Kocham ten jego spuchnięty, krzywy nos, kanciastą buźkę i siwe oczka. Generalnie on cały jest jakiś taki kanciasty, co mnie szczególnie kręci. Nawet w powieściach fantasy zazwyczaj fascynujący są ci których "twarz jest wyrzeźbiona jakby z kamienia, którego twardość łagodzi niekiedy jedynie uśmiech". Moja miłość do Day-Lewisa kojarzy się z sinusoidą, ma wyraźne maksima i minima funkcji. Gdy po wielu miesiącach jałowych (bez jakichkolwiek wspomnień fascynacji) wreszcie pojawia się nowe dzieło zaczyna się szaleństwo... sny po nocach, ochy i achy, ponowne ogladanie wszystkich dostępnych filmów ( "W imię ojca" zawsze!!! bo "Nieznosnej lekkości bytu" nie posiadam), generalnie pełna wariacja. A potem nastepuje spadek, aż do kompletnego zapomnienia. I znów jakaś reklamówka nowego filmu lub jakieś info rozpoczyna wariację od początku.
Obejrzałam "To nie jest kraj dla starych ludzi" i jestem zdegustowana. Oprócz genialnego Javiera nic mi się nie podobało, może dlatego że całego filmu nie zrozumiałam. "Aż poleje się krew" był przejrzysty i w pełni zrozumiały, natomiast ten chaotyczny i nie równy. Tommy Lee Jones to pierwszy szeryf Hollywood którego wątek mógł byc spokojnie pominięty, bo dodatkowo wprowadzał zamęt. Dobrze że miałam pod ręką drinka oraz Halszkę obok której komentarze przynajmniej troszeczkę rozwiewały nudę.
Udało się wreszcie dokonać przeprowadzki, więc nie mam netu. Tego posta piszę chyba już od połowy lutego, tak partiami jak mam trochę luzu w pracy. Mieszkanko jest fajne, jedynie wchodzenie na 4 pietro jest nadal uciążliwe. Wreszcie osiągnęłyśmy sukces w kwestii ustawienia łóżek oraz biurka, prawdopodobnie po raz ostatni w najbliższym czasie wybieramy się do Ikei. Magdy to będzie chyba już 4 weekend na Bielanach! Mam krótkie włoski, grzywka w niektórych miejscach przypomina jeżyka a i ciągle głaszczę się po meszku na karku, taki nowy tik!
wtorek, lutego 26, 2008
... Viggo: ok...

W związku z dziwną sytuacją panującą w moim otoczeniu ( jakieś nie do końca jasne posądzenia o molestowanie; zaznaczmy że rzekomym gwałcicielem jest kobieta mniejsza co najmniej 2x od swych ofiar) postanowiłam wreszcie przysiąść i zobaczyć dzieło edukacyjne pod każdym względem, otrzymane w prezencie urodzinowym od zawsze chętnej by rozwijać moją wiedzę Kasieńki. Dzieło jak dzieło, mnie szczególnie powaliło montażem, zbliżeniami oraz ciekawymi najazdami kamery. Kamiński mógłby się wiele nauczyć od autora zdjęć "Księgi objawienia".
A wracając do molestowania... cała sytuacja wydaje się obecnie tak absurdalna, że wraz z "gwałcicielką" prawie płaczemy ze śmiechu gdy o tym wspominamy. Nie po raz pierwszy rzekomi macho okazali się cnotkami, na dodatek całkowicie bezbronnymi.
Poza podziwianiem Tonego Long w wymienionym wyżej filmie, miałam okazję zobaczyć po raz kolejnym tyłek i nie tylko Vigga. Viggo całkiem pozytywnie, chociaż po nim zawsze można się czegoś dobrego spodziewać nie zależnie kogo gra. Dlatego niczym właściwie nie może raczej zaskoczyć, w każdej roli spełnia się dobrze, ale bez rewelacji i wzruszeń. Oczywiście pomijając Aragorna, ale "Władca" stoi u mnie poza kategoriami.
wtorek, lutego 19, 2008
Harry: nudny...
wtorek, lutego 05, 2008
...

Jestem w połowie maratonu... 8 dni pracy, bez chwili odpoczynku... im to trwa dłużej tym jestem bardziej nakręcona. W sobotę nawet były bausy, a po niecałych 5 godzinach snu rześka ruszyłam na dalszy podbój Magnolii.
To taki wpis właściwie bez sensu, aby tylko dodać zdjęcia Strummera i Jonesa. Jeden jest już martwy, a drugi łysy i tłusty... nie chce się starzeć, a przynajmniej być łysa i tłusta, posiadanie zmarszczek i siwych włosów jakoś tak nie przeraża jak fałdy na ciele.
poniedziałek, stycznia 28, 2008
sobota, stycznia 12, 2008
Jelonki
Wrocławska wiosna-zima. Trampki, okulary przeciwsłoneczne oraz kurtka z polarem idealne na tą specyficzną porę roku, dostępną jedynie w tym rejonie.
piątek, stycznia 04, 2008
Święta, święta... dobrze że już po świętach
Cudowny pociąg z Kudowy do Wawy spóźnił się 2 godziny, tak przez godzinę stał sobie we Wro, więc moja przesiadka nie doszła do skutku. Panią w informacji na dworcu Zachodnim uchroniła przed moją wściekłością jedynie szyba. Jak to jest możliwe, że ona nie może podać informacji o pociągach intercity, tylko trzeba iść do innego okienka??? A następny pociąg jadący na wschód odjedzie za 7 godzin, bo wcześniejszy ma pełną rezerwację miejsc??? To że byłam około 14:00 24.12 w domu to zasługa lini intercity i wujka który z dziadkiem przyjechał po mnie do Białegostoku. Grunt to w Wigilię obserwować w poczekalni na dworcu żuli rozpijających butelkę "czegoś", a następnie spędzić kilka pełnych wrażeń chwil na PKP w Białym.
Wigilia jak wigilia, tylko brak Mateusza powodował lekko złowieszczą i dołującą atmosferę. Dziadek zrezygnował z raczenia nas wszelkiego pochodzenia i składu nalewkami. Pieśni o emerycie seksualnie kopniętym też nie było. Smutność. Spacer do lasu lub nad jezioro, został wymieniony na spacer do szpitala. A imprez nocnych też szczególnych nie było. Podobno w niedzielę było apogeum, u mnie chyba także ale trochę w innym sensie. O dziwo ci którzy powinni być mili, nie byli, za to osoby nie darzące mnie szczególnymi względami okazali się wyjątkowo sympatyczni. To chyba taki wpływ świąt.
Od ponad tygodnia ponownie w Breslau... sylwester był i już nie ma. Z wyjątkowo ciekawych momentów pamiętam tworzenie mego złoto-błękitnego miecza, Janusza-Tygryska oraz wejście w fleszu obiektywów. Potem była wódka i usypiający powrót do domu. Tak jakoś szybko wszytko się działo, może dlatego że do 15 byłam w pracy to nie odczułam tego dnia specjalnie. Po prostu kolejna, szalona impreza przebierana.
Obecnie trwa czas szalonych przecen, więc czasem mój kontakt z rzeczywistością ulega przerwaniu. Na szczęście mam jeszcze na tyle siły i czasu by odreagowywać w kinie lub z książką.
czwartek, grudnia 20, 2007
Klątwa
wtorek, grudnia 18, 2007
Om Shanti Om

Obejrzałam... piosenkę "Dewangi dewangi" sama już nie wiem ile razy. Drugi film Farah Khan to wielka pochwała Shahrukh Khana. Oni siebie uwielbiają!!! Poza tym śliczne kolory i ludzie, dużo... bardzo dużo tańca i muzyki. Szaruk wymiata, niewielu 42-latków rusza się tak jak on. Zresztą w każdym następnym wcieleniu uwielbiam go coraz bardziej, nawet w tak głupkowatym jak obecne. Bo nie ma co ukrywać, że film jest durnowaty, podobnie jak "Jestem przy Tobie", ale takie kino też jest potrzebne. Poza tym zdecydowanie lepsze niż amerykańskie komedie romantyczne lub filmy dla nastolatków. W bolly kocham nieprzewidywalność, dla nich wszystko jest możliwe i nikogo nie dziwi, że bohater walczy z pluszowym tygrysem - wszyscy wierzą, że to prawdziwa bestia.
Farah ma niesamowitą zdolność do naśmiewania się z innych produkcji, nie tylko hinduskich, ale także zagranicznych. Niestety moja wiedza jest zbyt mała by wyłapać wszelkie aluzje, którymi naszpikowany jest film. Ale rozdanie nagród filmowych będzie zrozumiane nawet dla laika:
"Rahul... musiałaś już słyszeć to imię..." i plakat szwajcarskich gór w tle - coś wspaniałego!

To zdjęcia z promocji filmu (jejku jej jaki on jest cudowny!!!) :
Nawet beznadziejne zestawienie ubrań na nim wygląda idealnie i ciekawie.
poniedziałek, grudnia 10, 2007
Bartosz, lat 21
środa, listopada 28, 2007
Camerimage w skrócie, bo chora jestem i nie mam weny
wtorek, listopada 20, 2007
Smoczy prorok

Miałam proroczy sen, stąd ten post (powinnam się myć i spać, skoro jutro 12,5 godz. pracy, ale muszę się tym podzielić ze światem!!!). We śnie wybierałam się do pracy, nie zdążyłam kupić biletu, bo tramwaj mi uciekał. A tu niespodzianka, na najkrótszym odcinku między przystankami (czyli most pokoju) KANAR! Udało się wysiąść przy urzędzie i nie płacić kary, ale do pracy już nie miałam zdążyć. Budzę się rano, z lekkim opóźnieniem oczywiście, wychodząc do pracy postanowiłam kupić bilet, a tak na wszelki wypadek. Wsiadam do 10, kasuję bilet, a po chwili staje przede mną pani i mówi: "bileciki do kontroli", mało nie padłam ze śmiechu. Sprawdziła tylko z 5 osób, bo już byliśmy na kolejnym przystanku. A ja całą drogę nie mogłam dojść do siebie. Szkoda, że jeszcze mego "księcia z bajki" nie wyprorokowałam!
poniedziałek, listopada 19, 2007
Książę z bajki

Moje wymarzone buty Chanel, nie do zdobycia, nie znalazłam ich nawet na ebay'u. Nadal mogę o nich marzyć. Nie są to białe kozaczki, więc nie istnieje ryzyko, że zostałabym za ich posiadanie zlinczowana!
We śnie przyszedł do mnie "książę z bajki" i zabrał z szarej, dorosłej rzeczywistości. Nie przenieśliśmy się do fantazji, ale i tak było cudownie! Zachowywałam się jak typowa bohaterka powieści fantasy, łącznie z atakiem rumieńców w odpowiednich momentach. Uwielbiam sny z ludźmi, których nigdy nie spotkałam; miejscami, których nigdy nie widziałam; czasem określonym jedynie przez dzień i noc. Są one najbardziej warte zapamiętania, często po jakiś czasie przestaję rozróżniać czy działy się na jawie czy też nie. A "księcia z bajki" z niekłamaną przyjemnością spotkałabym już dziś.
wtorek, listopada 13, 2007
Panna Smok i mroczni "dżentelmeni"
Poza tym nienawidzę jak "dżentelmeni z chorwackiej" przyłażą pijani lub wręcz nieprzytomni i trzeba się nimi zajmować. Czy ja pracuję na wytrzeźwiałce lub w opiece społecznej??? Mój pierwszy od dawna całkowicie wolny weekend musiałam spędzić z najebanymi alkoholikami, czyli z najgorszym gatunkiem ludzi. I co z tego, że mi na nich zależy, kurwa, skoro miałam ochotę udusić najpierw jednego, a potem drugiego. Nawet wyrzucić się ich nie dało, ale nie będę wdawać się w szczegóły. A najgorsze jest to, że chyba wcale nie jest im głupio i ciągle mają jakąś wymówkę do kolejnej najebki. Obrzydliwe!!! Ale jak ja któregoś potrzebuję to nigdy na tą pomoc nie mogę liczyć!
Zmieniając temat, bo nie ma sensu psuć sobie przez nich kolejnego dnia, wczoraj poznałam "ojca założyciela firmy Solar". Niebagatelny zaszczyt mnie kopną! Co prawda wielki pan B. spóźnił się, ale był tak uprzejmy i sympatyczny, że można mu wybaczyć. Od piątku próbuję wymyślić strój wieczorowy na Camerimage, ale jakoś ciężko mi idzie. Liczę, że natchnienie nadejdzie jutro przy wyciąganiu nowej dostawy!
środa, listopada 07, 2007
Kolejna psychoza

Mam lekką psychozę na punkcie męskich butów. Nie zaliczam tego do licznych dolegliwości na które cierpię, gdyż jest to fascynacja która uaktywnia się jedynie czasami. Ostatnio dzięki Aniołom w Ameryce, buty Louisa Ironsona śnią się po nocach i na jawie. Za to powyżej jedyne, niepowtarzalne zdjęcie na którym widać, że garderoba Briana jest dopracowana w każdym szczególe ( jakie ma zgrabne kostki!) oraz oczywiście wspaniałe czerwone trampki Justina.

sobota, listopada 03, 2007
Dworzec Wrocław Główny, poranek październikowy

W dniu otwarcia, nieotwarcia Magnolii miałam wolne, podobnie jak Szymon. Niestety nie dane nam było się wyspać, gdyż musieliśmy zniknąć z domu o 8:30. Pięknie się złożyło, bo mogliśmy odstawić Zaleskiego (trochę czasu minęło od jego wyjazdu i chyba mogę już używać tego nazwiska) na pociąg. W drodze na i z dworca jadłam mufinki z napisem magnolia, zmusiłam opornego ciaracha by przymierzył trzy pary spodni i zrobiłam małe zakupy w H&M. Całkiem nieźle, głównie jak pomyśle, że normalnie jeszcze bym spała.




